środa, 26 maja 2021

M 2 26.05.21

 Tęsknie za Tobą

Siedząc pod samotnym drzewem na polu

Rozmyślam o naszym czasie niedokonanym

O i tym czasie samotnym, przegranym

Szare chmury wraz z wiatrem otulają i kołyszą

Szepcą niestworzone historie

Jedyne co czuje

Że jestem już tylko zmęczony 

Jak kat po piątej egzekucji

Śnię te śmierci nie moje

I czuję - jakbym to ja umierał raz kolejny

M. 1

 Mewy zgarniają krzykiem chmury 

Pędzą je w kierunku stalowego morza 

Na rozbicie w pieniste fale 

Nie ma Cię obok a tylko w myślach 

Widzę Twoje oczy szkliste gdzieś na horyzoncie 

Para ich wpatrzone w moje 

One nie mrugają i czasu nie liczą 

Tak jak to robi zegar z kukułką 

 

Wahadło buja się wraz z falami 

Dobija i cumuje przy porcie 

I nie ma już siły tak tykać 

Zbierze siły - odpocznie

wtorek, 25 maja 2021

I już nie wiem o które Jeruzalem Ci chodziło

O to w pomorskim czy w Ziemi Świętej


czwartek, 20 maja 2021

Sechnsucht

I gather water dripping from my eyes
Just like a vessel
Just like a vessel formed out of skin
Do you see the cracks adorning it?
I'll smear it with a clay and You'll burn me again
In a more fitting form
In a more fitting way
A form that You can embrace
That can find it's space in your memory
So i'll never crack again
I'll never be broken again

Evaporate the evil
That lurks within
Expose the good
Expose everything that is worth
Inspire to exist
Exist as a better person

I gather water dripping from my eyes
Just like a vessel
Just like a vessel formed out of skin
My stars shine stronger day by day
Marking road went so far
We'll be a spark that will burn bright
In endless night a brightness charm

niedziela, 2 sierpnia 2020

Szkarłat

Łykam ciszę łkając całym ciałem
Dusza oddzielona od ciała a to od serca
Zbiór dni i chwil rzeczywistych
Niewymierny pierwiastek z marzeń
Gryzę ziemię, szarpie emocje i cienie
A ja obgryzam palce do krwi
Krwi nie ma i nie istnieje
Nie moje palce, nie moje
To Twój szkarłat na języku
W marzeniach spływa do gardła
Niepełny szept jak zaćmienie słońca
Przemija i nic nie znaczy

State of mind 2020

Jestem już zmęczony staraniem
O każdy dzień w pustce
Każdy kolejny zmarnowany 
Bardziej niż dzień poprzedni
Ile jeszcze wytrzymam deszczowych dni?
Jak jasnowidz nim usnę
Wiem dokładnie co jutro ma dla mnie
Pustkę

czwartek, 18 czerwca 2020

Samotność przychodzi oczekiwana, cykl rozbijania się fal smutku o mur obojętności, stawiany przez najbliższą osobę. Spokojny, delikatny chłopak, frajer, wyrósł na autystycznego mężczyznę który nie potrafi wyrazić swoich uczuć. Mężczyznę - przynajmniej tyle że mogę się tak nazwać, ale takiego którego onieśmiela osoba którą kocha. Mężczyzna który radzi sobie we wszystkim - prócz samego siebie.

Obserwatorzy