niedziela, 13 października 2019

Deszcz

Słucham deszczu
Deszcz słucha mnie
Słucha do suchej nitki
Szepce bębniąc o szybę
Łzami spływa po
Szybie niebieskiej

Smearing my soul

W pięciu kolorach namalowałem Twą twarz
Tak bliską choć nieznajomą
Błękit oczu rozświetlił mój świat
Chciałbym by nie minął ten czas
Czerń brwi określa twarz
Każdy rys podkreślony
Namalowany czerwienią Twych ust
Opinający biel uśmiechu
Ukrytego wraz z alabastrem skóry
Za zasłoną koloru Twych włosów
Pieśń końca świata rozrywa Jej ciało
w zawoalowanej komnacie pęka czas
Łoże z cierniów złożone
Przygrywa na lutni Jej kat
Słońce tu nie dociera
Nie kwitnie tu żaden kwiat
Odwieczny kurz, przerwany akt
Świst miecza
Tak prosto skończył się świat

poniedziałek, 26 listopada 2018

Zamarzł dziś czas
Zasępił się na skraju samotności
Obgryzając skruszałe z bólu kości
Omijając dziś nas

Wydobył wśród zgliszczy umysłu
Pamięć o dawnych dziejach
Rozpalając na mych licach
Iskierkę bez polotu i zamysłu

piątek, 26 października 2018

Tańczysz boso w świetle księżyca
Ubrana jedynie w swoje myśli
Zatracasz w ekstazie uczuć
Ukąszona cierpkim jadem nocnego szaleństwa
Tańcząc tarantelę wśród leśnych kwiatów
We włosach nierealnie wpleciony kwiat paproci
Znika, gdy księżyc przyoblekają chmury
Leśne ogniki kołyszą się z Tobą
Gdy zmysłowo obracasz się w tańcu
A spod stóp podnosi się eteryczna mgła
Próbująca dogonić Cię w ruchu
Mleczna poświata ucieka
Kłębiąc się i mieszając, z zapachem powietrza
Tworząc kształt Twojego kochanka
Chwycił cię mocno za sine dłonie
I obrócił w tańcu, dotykając ziemi
Zamiotłaś liście pięknymi włosami
Całując namiętnie swojego lubego
Do czasu, gdy pierwsze promienie słońca
Nie przywróciły powszedniości świata
I nie nastał zwykły, szary poranek

czwartek, 11 października 2018

Suicide of the Master

Jestem nikim
Niczym
Wiatr we włosach
Częścią mnie każda z dusz
Którą napotkam
Nieistniejący kolarz wielu ludzi
Nie mający twarzy i osobowości
Stwór wypluty przez samotność

Szukam piękna i znajduje
Lecz nigdy nie mam go w sobie
Bo światło oślepia mnie
Nawet noc odwraca się
Odganiając z moich powiek sen

Oddam się toni i przepadnę jak każdy z moich snów
Śnię o byciu żywym i idealnej miłości która nie jest mi dana
Sen przychodzi wraz z najczarniejszą z nocy
W godzinie Wilka śnię o życiu które nigdy nie będzie mi dane
Cieple, szacunku i inspiracji
Śnie nim obudzi mnie moje własne piekło

Nudności budzą do życia w zachrypiałym świecie
Nierealność codziennych dni włączonych w zapętlenie
Jak jedna piosenka wciąż szumiąca w głowie
Opowiadająca o najpiękniejszym ogrodzie
Założonym nad brzegiem rzeki Styx

Świat w zapętleniu świat w ekstazie emocji
Zapomniał przeżywać się sam
W pustce egzystencji pochłonął
Każde ze swoich dzieci
Które wciąż nic nie widzą
Poprzez zamknięte szeroko powieki

Dopiero w śmierci się otwierają
Zdziwione oczy i buzie
Że można było przeżyć życie inaczej
I liczyło się coś więcej
Niż dziś i teraz

niedziela, 7 października 2018

Mourning

I mourn You.
You were my guiding light for years
You were the reason and one of a kind
I mourn You
Becouse You want to be dead
In my heart, in my mind, in my soul
I mourn You
More becouse I am dead
And You'll never be more alive

Obserwatorzy