czwartek, 3 sierpnia 2023
V. - To start over
sobota, 15 kwietnia 2023
W moim kryształowym pałacu nie ma drzwi
Nie trzyma się on żadnych sekretów moich oczu
Lustra pozostają pełne słodkich kłamstw
A rozszerzone źrenice opowiadają historię
Której znów nie chcę powtarzać
I mógłbym odłożyć moją epokę na półkę
Zostawić tylko okładkę
Lśniącą czerwienią
Zachodzące słońce na horyzoncie
I ja też zachodzę ze słońcem u szyi
Wprost do pokojów odrazy
Tam czekasz Ty
Piękne długie włosy
Rozrywają skórę przypalaną papierosem
Zabijając cud w sobie
Pozbywam się resztek niewinności
Balastu dobra ciążącego na tym sercu
Okryty w purpurowe skrzydła ciem
Skradne ludziom nadzieje i marzenia
A gdy noc zaświta gwiazdami na horyzoncie
Zrównam się z ziemią w której spoczniecie
Stłumię krzyk każdy a i łez nie otrę
W drewnianych pudłach zarygluję wszystkie sny
poniedziałek, 13 marca 2023
Rzeczywistość gdzieś biegnie obok mnie
Mijana codziennie
W ucieczce od siebie samego trwam
Jak śnieg późną wiosną zbędny
Przytłumiony pierwiastek
Człowiek marionetka
Głowa mi chodzi w każdą stronę
Niezależnie od ciała
A moje ręce? Nie panuje nad nimi
Piszę listy do siebie samego
Choć do zmarłych listów się nie pisze
Słowa? Jakże one są ulotne
poniedziałek, 26 grudnia 2022
chłod schował mi palce
w komnaty kieszeni
a one wykrzykują echem
moje wołanie
- dość
ja jeszcze nie do końca
rozumiem tą część twojego języka
bo dusza twoja
taka brudna
nie dała swojej prostoty
choć na liście długów
mam wciąż twoje rumieńce
czuję na opuszkach
obojętność co rodzi delikatne pąki
a wśród jej korzeni
mój wzrok zakopany w październiku
schowany przed patrzeniem
w beznadziei
powieszony na minutach odliczanych w ciszy
sobota, 10 grudnia 2022
Słuchasz mnie?
Usta moje
Ty słyszysz?
Szemrzą moje słowa w głowie
A ty nie śpisz
Gdzieś głęboko w niewesołości
Z otwartymi oczami
Piętrzysz się z łóżka
jak przeciwności losu
Naszywasz swoją śmierć na słowach
wpisanych w przesmyki
swojej doskonałości
Ołowiane Kartki
Na dłoniach czekających na miłość
Spoczywają oszronione liście
"Poczekajcie" szepczę
Nie spadajcie jeszcze
Nie żółknijcie w ciemności jesieni i zimy
A te liczą żyłkami na swojej skórze
Mijające momenty
I tak dziwnie jest liczyć i dodawac bez ciebie
sekundy przytulone do minut a te w godziny
dni smutne samotne tygodnie
odejmują się miesiące i mnożą przez lata
A ja nie wiem, nie widzę
kartki z kalendarza strasznie ołowiane
spadają i świat przysłaniają
czwartek, 17 listopada 2022
Obsydianowe róże na tle zamglonego jeziora
Piszę to, leżąc myślami z głową na Twoich kolanach
Roztapiają się moje blizny pod Twoim dotykiem
I znów krwawią roztajane rany
Z czerwonego lodu ulepione
Ślepy byłem na jasność, a widziałem -
Tylko w cudzym mroku
Tam bólu nie czułem i jak spłoszony zając
Znajdowałem ucieczkę od swojego cierpienia
Teraz jest inaczej
Za płonącym obsydianem murem
Na pływającym mgłą jeziorze
Spotyka się powietrze i woda
Ja i Ty w niejasnej poświacie
Z czarnych głębin polerowanej wody
Dajesz mi ukojenie nagłym powiewem
Wypływając źródłem w Tobie, lśniąc liściem złotym
Marzyliśmy o słonecznych dniach, oglądając Twoje serce
Zza szklanej gabloty - we framudze z księżyca
Zagubieni w czasie bez horyzontu na wietrze
Bez kierunku dryfujemy wewnątrz nas
