piątek, 3 listopada 2017

Birdlike Girl

Once upon a time,there was a girl
She tried so hard to become a bird
She used her thoughts to fly within the clouds
To reach the sky, and touch the stars
But when she tried to reach the glowing sun
The sun burns down both of her wings

As she tried, not to fall
The ones she loved, fell apart
She cried so hard when she hurt someone
That Girly Bird forgott how to feel
One night she will belive in it again
That her wings are no longer gone
She will raise and fly away to sky
This time, she will fly at the night

List pisany lata temu doczekał się wiersza pisanego o tej samej godzinie

Wieczorem wyciągam list
Opuszkiem palca dotykam
Brązowej koperty od Ciebie
W niej czar i blask dawnych lat
I ciepło tamtego lata
Przybliżam kopertę do ust
Szukając Twojego zapachu
Choć wiem że już uciekł
Przez tyle lat
Zaciągam się delikatnie
Przyciskam do warg
Całuje materiał Twej duszy
Obracam kopertę - znaczek
Niebieski i dosyć powszedni
Gdyby nie odcisk paznokci
Twej delikatnej dłoni
Zostawiony na samym środeczku
Czarny atrament trochę już zblakł
Przygasły litery adresu
Odbiciem lustrzanym dałaś mi znak
Bym sam do Ciebie napisał

Otwieram kopertę
Wyciągam list
Twym pięknym pismem pisany
Na jasnym tle pisany tekst
Twe myśli i Twoje wzloty
Najsłodszych słów pisany gaj
Ogród i dźwięki skrzypiec
Krakowskich ulic słyszalny gwar
Nigdy nie da mi uciec
Twych pięknych słów zaklęty czar
Rzuciły na serce me urok
To serce, dusza i cały ja
Dostały miłości żar

Nad ranem pisałaś to wszystko mi
Czwarta pięćdziesiąt dwa
Ja też piszę to wszystko Ci
Po piątej jest już godzinie

Choć trochę wciąż smutno mi
To ciesze się teraz bardzo
Bo znów czuję zapach tych dni
Proszę Cię bardzo - przypomnij mi...

Zamykam kopertę i bilet z nim
W pociągu nasze spotkanie
I opluj mnie teraz a nawet bij
Jeżeli teraz skłamię
Lecz w myślach moich jest taki wij
Co mówi mi że nie ostatnie
Brakuje mi Ciebie
Bezskutecznie szukam w deszczu
Szukam w szumie uschniętych traw
Oddechu wiatru wśród drzew
Czy blasku bladych gwiazd
Każdy z kolorów przypomina mi Ciebie
Oczy, włosy czy element ubioru
Tęsknie za Twoim głosem
Tęsknie za kosmykami włosów
Otchłanią Twoich oczu
Tęsknie za słowami
Nadającymi mojemu życiu sens

Odbicie mojej duszy gdzieś uciekło
Nie widziałem już pięć dni
Zgubiłem siebie w moim lustrze
Nie widzę oczu Twych
Patrzysz na mnie z mojej wyobraźni
Z ciemności pilnujesz mnie

Gdy umieram każdej nocy
Usychając bez Ciebie
Wysilam umysł byś była przy mnie
Wyciągam z serca moje wspomnienia
W końcu pojawiasz jak cień
Zamglonymi oczami nie widzę
A jednak czuję
Że jesteś...

Eteryczną delikatnością
Dotykasz mej twarzy
Głaszczesz po głowie
Trupimi palcami
Nie czuję wtedy że żyje
A dziś czy jutro
Nie istnieje...

Umierasz w niespokojnych snach
Płoniesz, wykrwawiasz
Czy dusisz sznurem
Jedyny czas gdy czuję że żyjesz
Istniejesz i czuwasz
O piątej rano nim usnę...



czwartek, 2 listopada 2017

Usycham
Ciernisty krzew
Tydzień bez wody
Usycha gdzieś w cieniu
Zapomniany przez słońce
Wicher gnie gałęzie
Opadają liście
Pożółkłe


Zabrakło mojego narkotyku
Trzęsą mi się ręce
Tonę w pustce
Uciekają słowa
Uciekają myśli
Nic nie potrafię stworzyć
Rozbiegane myśli
Apatia
Otępiały umysł
Odrzuca ciało
Palce jak kamienie
Nie pozwalają pisać

Breeding Fear

Rozmnażający się strach
Szczury pod moją skórą
Jebiące moją duszę
Wyżerające moje oczy
Śmierć emocji
Śmierć duszy
Delirium myśli
Powiew kanałów
Wicher smrodu
Ruszyło morze
Obleśnego strachu
Paraliżuje i oślepia
Fala mokrego futra
Wypływające ze mnie
Obrzydliwe soki
Jad duszy prosto z ciała
Wymiociny umysłu
Zmażę wszystko krwią
Nakarmię je swoją juchą
Niech tyją szczury me
Spuchną i odejdą

pic: #tragedystrike

środa, 1 listopada 2017

02.11.2017 3:30

chciałbym namalować Ci obraz
słowami swoimi zasadzić las
zielony, szumiący i pachnący
żywicą i mokrą korą
wypuścić myślami
stado kolorowych ptaków
śpiewających dla Ciebie
czerwienią i żółcią
rozsypać setki liści
zielone żyłki traw
utkać ze słów
pajęczyny na krzewach
i skrzące wśród traw
tysiącem kropel rosy
niebo koloru Twoich oczu
upstrzę szarymi chmurami
zasadzę krzewy róż
z płatkami Twoich ust
pełne złotego nektaru
Twoich słów
powojem włosów
oplotę każde z drzew
trujący bluszcz rozwinie się
zakwitnie i wyda owoc

1 Listopad

Zapach zgnilizny
Ropiejących uczuć i wspomnień
O tych którzy odeszli
Zapach dymu
Ciepło zniczy
Odległy głos
Lecących gęsi
Chłód dotyka kości
Otacza gnijące ciała
Żywych i umarłych
Dotyka mojej duszy
Kłębi się w pustce
Przechodzi do serca
Umiera

Obserwatorzy