W miejscu gdzie niebo płacze strumieniem
Zatapiając smutek ludzkości w oceanie nicości
Stoję ja
Na tym krańcu poznania wszystkiego co znam
Przy zakratowanym oknie
Własnych słabości
Do zobaczenia na samym końcu
Czasem wydaje mi się że mam klucz
do wszystkich zamków
Mojej własnej
Wymuszonej celi
Tylko ten klucz znajduje się w środku
Klatki do której nie mam klucza
Leży na piedestale porażek
Stojącym w mojej zapadniętej piersi
Z której wystaje sztylet zawiści
Wbijany powoli przez najbliższych
Do zobaczenia na samym końcu
Z opuszków placów spływa krew
Zatruta bezradnością chwil
Bezradnością słów
Moich próśb o pomoc
Z żył cieknie krew
Powoli zalewa moje więzienie
Karmiąc larwy nabrzmiałych grzechów
Wiem co się wkrótce stanie
Do zobaczenia na samym końcu
Widzę jak patrzysz na mnie
Zza prętów zwątpienia
Nie mogąc zdecydować
Czy odejść czy zostać
Masz klucz do mojego więzienia
Ale czy zdecydujesz się mnie wypuścić?
Do zobaczenia na samym końcu
Potwór odrodzi się
Znów w człowieczą skórę przyoblecze
Ukoi Twój ból
I wyssie jad z Twojego serca
Do zobaczenia na samym końcu
Spełnią się wszystkie sny i marzenia
Kiedy słońce zajdzie nad naszym światem
Do zobaczenia na samym końcu
Kiedy...
Do zobaczenia...
sobota, 29 czerwca 2013
poniedziałek, 17 czerwca 2013
Veiller. - H'man
Za oknem znów zapada zmrok
A we mnie budzi się zwierzę
Gryzę pręty moich krat
Uwięziony w swoim ciele
Wbijam kły a krople krwi
Wiją się po skórze
Wokoło dłoni
Zaciśniętych w spaźmie
Światło księżyca
Oświetla moje blizny
Dziury w głowie
po myślach
A tak jak zawsze
zostaje tylko
W mojej głowie proste pytanie
"Czy jestem człowiekiem?"
A we mnie budzi się zwierzę
Gryzę pręty moich krat
Uwięziony w swoim ciele
Wbijam kły a krople krwi
Wiją się po skórze
Wokoło dłoni
Zaciśniętych w spaźmie
Światło księżyca
Oświetla moje blizny
Dziury w głowie
po myślach
A tak jak zawsze
zostaje tylko
W mojej głowie proste pytanie
"Czy jestem człowiekiem?"
czwartek, 6 czerwca 2013
Opowiadanie - Wilki
Byłem dwuletnim samotnym wilkiem który przemierza samotnie stepy, lasy oraz równiny. Zostałem wyrzucony ze stada bo byłem biały, ofiary naszego stada zawsze nas dostrzegały przeze mnie, musiałem dlatego szukać własnego miejsca... którego nie znalazłem. Któregoś dnia zmęczony, głodny, i cały brudny z błota przybyłem nad leśną rzekę, szeroką i rwącą, spływającą z ośnieżonych gór na północy. Przy zakolu rzeki przystanąłem by się napić i odpocząć. Nagle przykuł mój wzrok ruch po drugiej stronie rzeki. Na plaży spostrzegłem samotną, czarną wilczycę. Też mnie spostrzegła, odwróciła wzrok, chwyciła rybę i pobiegła z nią w las. Zdziwiłem się że taka piękna wilczyca jest samotna. Za jej przykładem zacząłem polować na ryby, łososie. Nie udawało mi się i dałem za wygraną. Postanowiłem zapolować w lesie.
Następnego dnia postanowiłem wrócić w to samo miejsce. Czekałem długo, leżąc w cieniu wysokiej, starej i pachnącej żywicą sosny. Było ciepły i słoneczny dzień. Nagle zauważyłem ją - wróciła w to samo miejsce. Wyglądała na przygnębioną. Nie zobaczyła mnie do czasu aż nie podeszła nad wodę by się napić. Kiedy mnie zobaczyła wyglądała na zmieszaną moją obecnością. Piła, jednocześnie patrząc na mnie. A ja patrzyłem na nią. W końcu się odezwała, szczekając. Spytała się skąd jestem i gdzie moje stado. Odpowiedziałem że nie mam stada i że jestem sam. Tak jak ona. Rozmawialiśmy jakiś czas. Kiedy dowiedziała się że jestem głodny, weszła do wody. Stanęła w miejscu i czekała. Nagle rzuciła się z pyskiem wprzód i w fontannie wody wyłowiła wielkiego łososia. Próbowałem ją naśladować ale bez skutków. Roześmiała się i powiedziała abym zapolował w lesie i że ona poczeka na mnie. Ruszyłem na polowanie...
Wróciłem w królikiem który był na tyle nierozważny że oddalił się od nory. To pierwszy posiłek od dwóch dni... Wróciłem nad rzekę... Ale jej nie było już. Chyba mnie spławiła... No cóż, która by chciała takiego odmieńca jak ja? Zjadłem królika pod drzewem, odpocząłem chwilę i ruszyłem w dalszą drogę. [...]
Kolejne dwa dni spędziłem na szukaniu pożywienia i odkrywaniu okolicy. Mój żołądek dawno zapomniał o dzikim króliku. Postanowiłem wrócić nad rzekę. Nie mogłem zapomnieć o wilczycy... I chciałem też spróbować zapolować na ryby. Po przybyciu była już noc ale zabrałem się do roboty, i po kilku godzinach na brzegu leżało kilka ryb. Ale nie byłem sam. W blasku księżyca dojrzałem czarne, migotliwe oczy po drugiej stronie rzeki. Zwietrzyłem ją. To była ona, wilczyca. Przyglądała mi się cały czas. Zbliżyła się do brzegu, usiadła i patrzyła na mnie merdając ogonem. Zawyłem, najgłośniej jak potrafiłem, witając ją. Przyłączyła się do mnie. Byłem szczęśliwy... Choć nie mogłem być przy niej. Kolejne dni spędziłem razem z nią nad rzeką. Poznawaliśmy się coraz lepiej i coraz mocniejszą stwarzaliśmy więź. "Przyjdź do mnie" powiedziała któregoś dnia. Szukałem bezpiecznej drogi, przejścia aby móc przepłynąć rzekę... ale nie znalazłem nic.
Mijały dni.. Dni bez niej. Wyruszyła na polowanie. Mi też zbrzydły już ryby ale czekałem na nią cierpliwie... Już pięć dni minęło od kiedy odeszła... Postanowiłem przeprawić się przez rzekę. Rzuciłem się do wody. Pierwsze kilkanaście metrów utrzymywałem jeszcze kurs ale potem zaczęła porywać mnie rzeka... Znalazłem się pod wodą. Dusiłem się, świat stawał się czarny... Aż nie widziałem już nic. [...]
Wilczyca polowała na jelenia, lecz ten uderzył ją porożem. W łapę wdała się infekcja i nie mogła dojść z powrotem do rzeki. Do niego... Białego wilka dla którego tylko znajdowała siły do walki... Przybyła nad rzekę. Nie było tam jednak jego. Poddała się... Następnego dnia ulewne deszcze zmyły jej ciało do rzeki.
A ja widząc te dwie wilcze czaszki, na tej morskiej plaży zastanawiam się - "czy właśnie tak było?"
Następnego dnia postanowiłem wrócić w to samo miejsce. Czekałem długo, leżąc w cieniu wysokiej, starej i pachnącej żywicą sosny. Było ciepły i słoneczny dzień. Nagle zauważyłem ją - wróciła w to samo miejsce. Wyglądała na przygnębioną. Nie zobaczyła mnie do czasu aż nie podeszła nad wodę by się napić. Kiedy mnie zobaczyła wyglądała na zmieszaną moją obecnością. Piła, jednocześnie patrząc na mnie. A ja patrzyłem na nią. W końcu się odezwała, szczekając. Spytała się skąd jestem i gdzie moje stado. Odpowiedziałem że nie mam stada i że jestem sam. Tak jak ona. Rozmawialiśmy jakiś czas. Kiedy dowiedziała się że jestem głodny, weszła do wody. Stanęła w miejscu i czekała. Nagle rzuciła się z pyskiem wprzód i w fontannie wody wyłowiła wielkiego łososia. Próbowałem ją naśladować ale bez skutków. Roześmiała się i powiedziała abym zapolował w lesie i że ona poczeka na mnie. Ruszyłem na polowanie...
Wróciłem w królikiem który był na tyle nierozważny że oddalił się od nory. To pierwszy posiłek od dwóch dni... Wróciłem nad rzekę... Ale jej nie było już. Chyba mnie spławiła... No cóż, która by chciała takiego odmieńca jak ja? Zjadłem królika pod drzewem, odpocząłem chwilę i ruszyłem w dalszą drogę. [...]
Kolejne dwa dni spędziłem na szukaniu pożywienia i odkrywaniu okolicy. Mój żołądek dawno zapomniał o dzikim króliku. Postanowiłem wrócić nad rzekę. Nie mogłem zapomnieć o wilczycy... I chciałem też spróbować zapolować na ryby. Po przybyciu była już noc ale zabrałem się do roboty, i po kilku godzinach na brzegu leżało kilka ryb. Ale nie byłem sam. W blasku księżyca dojrzałem czarne, migotliwe oczy po drugiej stronie rzeki. Zwietrzyłem ją. To była ona, wilczyca. Przyglądała mi się cały czas. Zbliżyła się do brzegu, usiadła i patrzyła na mnie merdając ogonem. Zawyłem, najgłośniej jak potrafiłem, witając ją. Przyłączyła się do mnie. Byłem szczęśliwy... Choć nie mogłem być przy niej. Kolejne dni spędziłem razem z nią nad rzeką. Poznawaliśmy się coraz lepiej i coraz mocniejszą stwarzaliśmy więź. "Przyjdź do mnie" powiedziała któregoś dnia. Szukałem bezpiecznej drogi, przejścia aby móc przepłynąć rzekę... ale nie znalazłem nic.
Mijały dni.. Dni bez niej. Wyruszyła na polowanie. Mi też zbrzydły już ryby ale czekałem na nią cierpliwie... Już pięć dni minęło od kiedy odeszła... Postanowiłem przeprawić się przez rzekę. Rzuciłem się do wody. Pierwsze kilkanaście metrów utrzymywałem jeszcze kurs ale potem zaczęła porywać mnie rzeka... Znalazłem się pod wodą. Dusiłem się, świat stawał się czarny... Aż nie widziałem już nic. [...]
Wilczyca polowała na jelenia, lecz ten uderzył ją porożem. W łapę wdała się infekcja i nie mogła dojść z powrotem do rzeki. Do niego... Białego wilka dla którego tylko znajdowała siły do walki... Przybyła nad rzekę. Nie było tam jednak jego. Poddała się... Następnego dnia ulewne deszcze zmyły jej ciało do rzeki.
A ja widząc te dwie wilcze czaszki, na tej morskiej plaży zastanawiam się - "czy właśnie tak było?"
wtorek, 4 czerwca 2013
Veiller. - Krzyż
Zatrzymuję oddech
Nic mnie nie obchodzi
Straciłem wszystko na czym mi zależało
Patrzę wokoło - nie ma tu nic
Czas stracony, zegar zatrzymał czas
Trójka na wskazówce - to jest mój znak
Zaczynam lot, spadam w dół
Otchłań dziś wita mnie
Cichy szept, setki słów
Udusić mnie chcą!
Ktoś wyciąga
Z dołu mnie
Niestety to nie ty
Oferuje niebo, tylko pokłoń się
A ja odmawiam
Zaczynam znów to samo
Uciekam wciąż, zatracam się
Nicość wkoło mnie...
Setki wyborów
Czekają mnie
Każdy z nich wiem
Kiedyś zgubi mnie
Zawsze ten, jeden sam
Pogardzony przez sforę psów
Siedzi z boku patrząc w dal...
Nie ma słów, nie ma nic
Nie mam jak wyrazić
Tęsknoty i żalu do przeszłych dni
Bo wszystko co dobre szybko się kończy...
Powiedz mi, pomóż mi
Pociągnij za spust...
Wyzwól mnie, zabij mnie
Pełnią szczęścia żyj...
Nienawidź, bo tak ma być
Jestem tym co zawsze poświęca się
Krzyż gniecie ramiona me
Ale to ja go biorę na siebie
Szukam własnej Golgoty
By ukrzyżować swoje marzenia
Krwawiąc dla innych
Nie zyskując nic dla siebie
Nie będąc i tak zauważony
Przez ślepców wokoło...
Nic mnie nie obchodzi
Straciłem wszystko na czym mi zależało
Patrzę wokoło - nie ma tu nic
Czas stracony, zegar zatrzymał czas
Trójka na wskazówce - to jest mój znak
Zaczynam lot, spadam w dół
Otchłań dziś wita mnie
Cichy szept, setki słów
Udusić mnie chcą!
Ktoś wyciąga
Z dołu mnie
Niestety to nie ty
Oferuje niebo, tylko pokłoń się
A ja odmawiam
Zaczynam znów to samo
Uciekam wciąż, zatracam się
Nicość wkoło mnie...
Setki wyborów
Czekają mnie
Każdy z nich wiem
Kiedyś zgubi mnie
Zawsze ten, jeden sam
Pogardzony przez sforę psów
Siedzi z boku patrząc w dal...
Nie ma słów, nie ma nic
Nie mam jak wyrazić
Tęsknoty i żalu do przeszłych dni
Bo wszystko co dobre szybko się kończy...
Powiedz mi, pomóż mi
Pociągnij za spust...
Wyzwól mnie, zabij mnie
Pełnią szczęścia żyj...
Nienawidź, bo tak ma być
Jestem tym co zawsze poświęca się
Krzyż gniecie ramiona me
Ale to ja go biorę na siebie
Szukam własnej Golgoty
By ukrzyżować swoje marzenia
Krwawiąc dla innych
Nie zyskując nic dla siebie
Nie będąc i tak zauważony
Przez ślepców wokoło...
wtorek, 16 kwietnia 2013
Veiller. - Waltz z Wampirami
Kolejny Waltz pięknej księżycowej nocy
W blasku poświaty przeklętego księżyca
Stopy szukają rytmu
Na śliskiej od krwi posadzce
Kolejna para tańczy
Ten sam odwieczny taniec śmierci
Kolejny kochanek wpadnie w objęcia
Bezwstydnej wawpirzej niewiasty
Skórę białą niczym niebiański obserwator
Zdobią korale szkarłatnej krwi
Błądząc po omacku
Po pustych komnatach
Suknia zbiera kurz z zamierzchłych czasów
"Wtul się we mnie kochany
Nasz taniec nie doczeka rana"
W końcu u celu
W sali balowej
Gdzie Diabeł siedząc w kącie
Na bujanym krześle
Obserwuje tańce iskrzącymi oczyma
Wybijając kopytem takt cichej muzyki
Upojna noc pilnuje
Tańczących par
Szepcących ciche zaklęcia
Uwodzicielskiej nocy
Gdzie niewinni odkupią winy
Tych co od dawna przeklęci
Jak pijawki przylegają do ciała
Tak niewiasty tulą kochanków
W śmiertelnym uścisku
Bose stopy rozmazują krew
Spływającą z ciał na posadzkę
Chichot par ciągnie po pustych salach
Czerwone usta
Piersi białe niczym z marmuru
Dzikie rządze przemawiają
Z dawien dawna zapomniane przez ludzi
"Kochany już za późno"
To szatan - wodzirej woła do stołu...
To noc wampira
To ich raj
Który mają za życia
Cena własnej duszy
Za rozkosz picia krwi
Tak samo jak kiedyś
Przeklęci wychodzą z grobów
By tańczyć w poświacie księżyca...
W blasku poświaty przeklętego księżyca
Stopy szukają rytmu
Na śliskiej od krwi posadzce
Kolejna para tańczy
Ten sam odwieczny taniec śmierci
Kolejny kochanek wpadnie w objęcia
Bezwstydnej wawpirzej niewiasty
Skórę białą niczym niebiański obserwator
Zdobią korale szkarłatnej krwi
Błądząc po omacku
Po pustych komnatach
Suknia zbiera kurz z zamierzchłych czasów
"Wtul się we mnie kochany
Nasz taniec nie doczeka rana"
W końcu u celu
W sali balowej
Gdzie Diabeł siedząc w kącie
Na bujanym krześle
Obserwuje tańce iskrzącymi oczyma
Wybijając kopytem takt cichej muzyki
Upojna noc pilnuje
Tańczących par
Szepcących ciche zaklęcia
Uwodzicielskiej nocy
Gdzie niewinni odkupią winy
Tych co od dawna przeklęci
Jak pijawki przylegają do ciała
Tak niewiasty tulą kochanków
W śmiertelnym uścisku
Bose stopy rozmazują krew
Spływającą z ciał na posadzkę
Chichot par ciągnie po pustych salach
Czerwone usta
Piersi białe niczym z marmuru
Dzikie rządze przemawiają
Z dawien dawna zapomniane przez ludzi
"Kochany już za późno"
To szatan - wodzirej woła do stołu...
To noc wampira
To ich raj
Który mają za życia
Cena własnej duszy
Za rozkosz picia krwi
Tak samo jak kiedyś
Przeklęci wychodzą z grobów
By tańczyć w poświacie księżyca...
środa, 20 lutego 2013
Veiller. - Nierealność
Tańczysz, w blasku księżyca
Magiczne kręgi w tańcu zataczając
Ledwo muskając kwiaty bosymi stopami
Niczym ćma kołyszesz się w rytm
Cichej gwiazd muzyki
Stojąc ukryty gdzieś za drzewami
Oniemiały zachwytem
Samemu niczym ćma
Podążam ku Twemu blasku
By złączyć się
W nierealnym tańcu
Chwytam cię
Za Twoją białą dłoń
Ufając dotykowi
Ust niczym motyle skrzydła
Szeptowi cichego
Wodospadu słów
Tańczymy w deszczu
Obmywającym nasze ciała
Ze wszystkich grzechów
Gdzieś na krańcu świata
Gdzie czas nie ma władzy
A jedynie co liczy się to chwila
Trwać nasz taniec będzie
Po samą wieczność...
Magiczne kręgi w tańcu zataczając
Ledwo muskając kwiaty bosymi stopami
Niczym ćma kołyszesz się w rytm
Cichej gwiazd muzyki
Stojąc ukryty gdzieś za drzewami
Oniemiały zachwytem
Samemu niczym ćma
Podążam ku Twemu blasku
By złączyć się
W nierealnym tańcu
Chwytam cię
Za Twoją białą dłoń
Ufając dotykowi
Ust niczym motyle skrzydła
Szeptowi cichego
Wodospadu słów
Tańczymy w deszczu
Obmywającym nasze ciała
Ze wszystkich grzechów
Gdzieś na krańcu świata
Gdzie czas nie ma władzy
A jedynie co liczy się to chwila
Trwać nasz taniec będzie
Po samą wieczność...
czwartek, 24 stycznia 2013
Veiller. - Miriam
Pomysł nadal rozwijany
Osoby:
Miriam
Lekarz
Policjant
Detektyw
Chłopak
Osoby dramatu:
Szepty (Głosy z szafy)
Duch Ojca
Duch Matki
Życie
Śmierć
Miłość
Duch samobójcy
Duch Przyszłości
Duch Przeszłości
Duch Teraźniejszości
Nadzieja
Głos z zza okna
Akt I
Dekoracja:
Późna jesień. Za oknem pada ulewny deszcz. Mały, ciemny pokój, z ciemnymi, surowo wyglądającymi ścianami koloru zieleni. W rogu pokoju tuż przy oknie stoi duża, zamknięta, prawie dotykająca sufitu szafa, o grubych, ciężkich drzwiach. Po drugiej stronie pokoju znajdują się półki z książkami i mniejsza szafka z ubraniami, oraz małe, rozklekotane biurko na którym stoi zapalona świeca. W domu nie ma prądu, odcięty został przez burze. Na ścianach znajdują się liczne rysunki, niektóre dziwne oraz wręcz przerażające. Na podłodze leży stary, dziurawy dywan. Drzwi do pokoju są zamknięte i zastawione łóżkiem jakby w obawie przed przybyciem kogoś. Na łóżku leży maskotka kota i parę zdjęć jakiegoś chłopaka.
Miriam, Szepty, Nadzieja
Miriam
(Stojąc przy oknie)
Kolejne łzy nieba,
spadają na daremne,
krusząc porządek świata,
oczyszczają go,
tylko po to aby znowu został
splamiony grzechem
nienawiścią!
(Strąca wazon z okna)
Życie ludzkie też może być zniszczone
ot tak, jak ten wazon
przeżyją tylko ci najtwardsi
lecz nie mogą zmienić żadnego
z porządków świata który nas otacza
wciąż będzie śmierć
wciąż będzie nienawiść
wciąż nic nie znaczące słowa będą niszczyć
wszystko o co się staramy w naszym życiu
Nadzieja
Może i twoje słowa mają trochę racji
ale nie można patrzeć na to wszystko w ten sposób
zawsze jest nadzieja
która nada naszemu życiu sens
nawet jeśli go nie mamy
nie zapominaj o tym że jest na świecie miłość
że jest na świecie szczęście
i że wszystko zależy od nas
Miriam
(łapiąc się za głowę)
Głupoty, głupoty! Śmierć tylko wyzwala
człowieka z nędzy życia!
Śmierć od wieków tańczy na grobach
śmiejąc się z ludzkiego losu i smutku!
Śmieje się z ciebie, nadziejo bo ona wie lepiej
na czym polega świat i kto prawo stanowi
Szepty
Prawdę mówi, prawdę!
Mówi to ta która
sama nadziei nigdy nie miała
zawżdy, diabelski pomiot!
Klękała przed nami
bita i poniewierana...
Miriam
(wskazując palcem na szafę)
Zamknijcie się!
nie do was mówię
nie z wami dysputa!
Nie mam nadziei
bo on nie wróci!
I wy też!
Jeśli robię coś źle to nie z mojej winy!
On też dawał nadzieję!
pragnął bym uciekła!
zrobiłam to lepiej niż chciał
ale on i tak odszedł...
Szepty
Zawsze zostaniemy z tobą
To będzie kara
za twoje przewinienia!
Miriam
Kara! Winy!
To tylko skutek
waszych grzechów!
Za swoje grzechy
dostaliście karę!
Nadzieja
Nie ma tu winnych
ani też ofiar
Wszyscyście winni
po równo
cały świat winny!
Lecz zawsze jest nadzieja
na odkupienie przewinień
i przebaczenie
nieważne co się nie stało...
Miriam
Milcz! Nie wiesz o niczym!
Nie dowiesz się też niczego!
Znikaj!
Scena 2
Miriam, Głos z zza okna, Miłość
Miriam
Nadzieja? Nadzieja jest niczym
Najmniejszą z wartości
Nie potrzebną nikomu...
A na pewno nie mi!
Potrzebna mi tylko miłość...
Jedna jedyna osoba!
Która zabrała by mnie stąd
Wzięła by mnie w swe objęcia!
Ukoiła każdą ranę... Zagoiła blizny...
Miłość
Miłość ma tą siłę
Lecz trzeba ją mieć w sobie
nie można liczyć tylko na innych!
Miriam
Kochałam! Kochałam!
Chciałam!
Miłość
Egoistko.
Chcesz mieć ją tylko dla siebie.
Miłość. Bez dawania dla innych.
Rodzice - kochałaś ich?
Miriam
Nie rozumiesz! Nie kochałam ich!
Ale to przez...
Miłość
Nie ma ale. To byli twoi rodzice.
Powinnaś kochać ich mimo wszystko.
Miriam
(siada w kącie)
Odejdź! Zamilcz!
Dam sobie radę sama!
Tak jak zawsze!
Miłość
On nadal cię kocha...
Ale znienawidzi. Zobaczysz to.
Miriam
Nikt się nie dowie! Schowam to!
Zakopie całą przeszłość i będę szczęśliwa!
Miłość
Już spaliłaś wszystkie mosty. Nie masz odwrotu.
Została ci tylko nadzieja
Miriam (wstaje i podchodzi do okna)
A nadzieja jest niczym...
Głos z zza okna
Kara czeka... Mimo że niezawiniona...
Kara...Ona się tylko odwleka.
Miriam
Mam zwidy... Mam halucynacje...
Czy ja wariuję?
Głos zza okna
Nie wariujesz, bo już zwariowałaś
Za swoje czyny odpokutujesz!
Miriam
Ja tylko chciałam kochać... I być kochana...
To tylko krew przelana... W słusznej sprawie.
Miriam
Nic się nie stało...
Tak na prawdę to sen!
Moje całe życie to pasmo nieszczęść...
Czy naprawdę muszę tak żyć?
Życie
Twoje istnienie to coś ulotnego...
Życie to nie tylko przyjemność
zwykle to jedynie katusze
kiedy wszystko ciągnie w dół
żadnego ciepłego słowa...
(podchodzi i dotyka twarzy Miriam)
Życie cie kocha, tylko tego nie widzisz...
Miriam
Nienawidzę cię...
To nie ja sama stworzyłam swoje życie
Takiego koszmaru sama bym sobie nie wymyśliła...
Każdego dnia ten sam koszmar...
Nie mogąc dogodzić im... Nigdy.
Życie
Swoje życie straciłaś już kiedy się urodziłaś.
Miriam
Nie ja je straciłam! Świat je zatracił!
Zniszczył moje szczęście!
Już w zarodku, zgniotłeś je!
Życie! Życie! Przeklinam cię!
(Życie odchodzi w kąt, pojawia się Śmierć)
Śmierć
Skoro życie nie dla ciebie, co powiesz na śmierć?
Miriam
Śmierć ma moc... Ma siłę...
Ale nie wiem... nie wiem też co jest po drugiej stronie...
Co jeśli zostanę?
Szepty
Zrób to! Zrób! To kara!
Za twój grzech! Dołącz do nas!
Miriam
Nigdy nie zrobię czegoś takiego... Nigdy.
Nie dołączę do orszaku umarłych...
Śmierć
Nie słuchaj ich. Ja zabiorę cię w miejsce
gdzie nie zaznasz więcej bólu.
Jedyne co musisz
to wykopać to co już raz użyłaś...
Miriam
Nie! Nie zrobię tego!
Przeszłości nie można wyciągać
To już przeszłość! Przepraszam!
Nie skusisz mnie drogą na skróty!
(Śmierć znika)
Szepty
Nigdy nie jest za późno
Pożałujesz że tego nie zrobiłaś...
Życie, Nadzieja, Miłość
Wszystko odchodzi...
Miałam kiedyś wszystko
Śmierć mi to zabrała...
Głos z zza okna
Śmierć zabrała.
Ale tyś sama była
narzędziem śmierci.
Skusiłaś ją
i zabrała ci wszystko
z twojej własnej woli.
Miriam
Wola... Wolna wola.
Dawno kiedyś ją miałam...
Od dawna też ktoś inny mną rządzi...
Głos z zza okna
Kto?
Miriam
Uczucia sterują mną i inne byty.
Gniew podpowiada co mam robić
A byty jak ty sprawiają że jestem
Jedynie narzędziem w ich rękach...
Głos z zza okna
Tłumaczysz jedynie samą siebie
I zwalasz winę na coś co kontrolujesz
Miriam
Gdybym to kontrolowała
To nigdy nie stała by się taka tragedia!
Była bym normalna...
Nikt nigdy nie pokazał mnie palcem
Nigdy nie wyśmiał
I obrzucił nienawistnym wzrokiem
Głos z zza okna
To że jesteś inna
Nie oznaczało że gorsza
Po prostu zauważasz rzeczy
Które nikt inny nie widzi.
Miriam
Co mi to dało?
Co dało mi to że znałam przyszłość
I znam swój los?
Że zginę za swoje czyny
Prędzej czy później?
Głos z zza okna
To jaką mieć będzie się przyszłość
Zależy tylko od nas
A nie od tego co wiesz i co przeczuwasz
Miriam
Jak mam w to wierzyć
Skoro wszystko wokoło mnie
Toczy się przeciwko
Każdej mojej decyzji
I każdego zamiaru?
Głos z zza okna
Wiarę trzeba mieć w Bogu
Tylko on może wybaczyć nam
Nawet największą zbrodnię.
Miriam
A czemu ty tu jesteś?
Głos z zza okna
Żeby cię ustrzec przed kolejnymi błędami.
Miriam
Błędami? Błędy dawno już zostały popełnione.
Głos z zza okna
Można je odwrócić.
I ustrzec przed kolejnymi.
Miriam
Nie potrzeba mi twoich porad.
Nie uchroniłeś mnie przed błędami i grzechami.
Teraz za późno jest na rady.
Odejdź.
Scena 5
Miriam
Miriam podchodzi do okna.
Miriam
Kara.
Kara powinna być adekwatna do zbrodni.
Jeżeli nikt nie widzi zbrodni,
nikt może jej osądzić.
Jeżeli nikt jej nie osądza
to ktoś w końcu musi...
Czy zabójstwo jest takie złe?
Przecież życie to tylko dżungla i walka o przetrwanie.
Albo ty zabijesz albo sam zginiesz...
Tak jest od wieków.
Co w tym złego że naśladujemy tylko świat?
Bóg stworzył świat złym, my jesteśmy częścią i naśladujemy go.
Czy coś w tym złego?
Jak może nas potępiać za to?
Jak Boże możesz potępić mnie za to czym nas stworzyłeś?
Pomóż mi Boże...
Może nienawidzisz mnie ale tylko Ty możesz mi pomóc...
Scena 6
Miriam i Śmierć
Śmierć wchodzi i staje zaraz za Miriam.
ŚmierćWidzę że nadal nie rozumiesz świata
Nie rozumiesz życia
Ani tym bardziej Śmierci
MiriamNie obchodzi mnie to...
Bóg mnie opuścił już dawno.
Śmierć
Hah.
Mylisz się.
Jest tam gdzieś i patrzy na Ciebie
Płacze.
Miriam
On mnie nienawidzi za to co zrobiłam.
Śmierć
Więc dalej! Zabij się!
Uciekaj od tego!
Nienawidź tego który Cię kocha!
Chodź ze mną, a zabiorę Cię w miejsce
Gdzie już wszystko będzie pewne.
Gdzie cierpienia nie zaznasz
Bo nie spotkasz tam Boga.
Miriam
Nie chce... Nie tam.
Zbrodnia i tak mnie skaże na to...
Nie chce.
Śmierć
Zaufaj Bogu, módl się!
On na to nie pozwoli...
Scena 7
(Miriam klęczy przed łóżkiem jak małe dziecko, ze złożonymi rękoma i opuszczoną głową. Nie jest w stanie patrzeć na krzyż)
Miriam
Boże. Pomóż mi.
Chociaż wiem że nie jestem tego warta.
To...
(Nagle rozlega się pukanie do drzwi...)
AKT II
Scena 1
Mark, Miriam
Mark
Witaj Miriam.
Wybacz że nie przybyłem wczoraj ale nie miałem wolnej chwili.
Miriam
Czemu?
Mark
Musiałem wczoraj być w szpitalu
Moja żona miała wczoraj poród.
Urodziła mi śliczną córeczkę.
Wpadłem tylko na chwilę i zaraz do niej wracam.
Miriam
Gratuluje! Tak długo staraliście się o dziecko...
Mark
Tak. W końcu nie poroniła... To by było czwarte dziecko z rządu...
Klaudia by tego nie wytrzymała.
Miriam
Siadaj. Napijesz się czegoś?
Mark
Nie... Dziękuje. Tak w ogóle przyniosłem jedzenie.
Nasza gosposia upiekła placek dla żony,
ale jako że ona jest bardziej skupiona na małej, to przywiozłem go Tobie.
Miriam
Dziękuje. W ogóle to wybraliście imię dla niej?
Mark
Tak... Cecil. Zdecydowaliśmy że jeżeli się odnajdą Twoi rodzice
To będzie miła niespodzianka dla Twojej mamy...
Miriam
Nie wolno budzić gniewu zmarłych w ten sposób...
Mark
Jakich zmarłych? Miriam, twoi rodzice na pewno mają się dobrze.
Pewnie wylądowali w jakiejś zakichanej dziurze i nie mogą zadzwonić.
Mówiłaś że wyjechali służbowo. Na pewno wrócą...
Miriam
Minęły już 3 tygodnie a nadal nie dają znaku życia...
Mark
Kochanie... Wszystko będzie dobrze. Twoi rodzice to byli dobrzy ludzie.
Bóg nie pozwolił by aby coś im się stało.
Miriam
Bóg rozlicza po czynach a nie słowach i myślach innych...
Osoby:
Miriam
Lekarz
Policjant
Detektyw
Chłopak
Osoby dramatu:
Szepty (Głosy z szafy)
Duch Ojca
Duch Matki
Życie
Śmierć
Miłość
Duch samobójcy
Duch Przyszłości
Duch Przeszłości
Duch Teraźniejszości
Nadzieja
Głos z zza okna
Akt I
Dekoracja:
Późna jesień. Za oknem pada ulewny deszcz. Mały, ciemny pokój, z ciemnymi, surowo wyglądającymi ścianami koloru zieleni. W rogu pokoju tuż przy oknie stoi duża, zamknięta, prawie dotykająca sufitu szafa, o grubych, ciężkich drzwiach. Po drugiej stronie pokoju znajdują się półki z książkami i mniejsza szafka z ubraniami, oraz małe, rozklekotane biurko na którym stoi zapalona świeca. W domu nie ma prądu, odcięty został przez burze. Na ścianach znajdują się liczne rysunki, niektóre dziwne oraz wręcz przerażające. Na podłodze leży stary, dziurawy dywan. Drzwi do pokoju są zamknięte i zastawione łóżkiem jakby w obawie przed przybyciem kogoś. Na łóżku leży maskotka kota i parę zdjęć jakiegoś chłopaka.
Scena 1
Miriam
(Stojąc przy oknie)
Kolejne łzy nieba,
spadają na daremne,
krusząc porządek świata,
oczyszczają go,
tylko po to aby znowu został
splamiony grzechem
nienawiścią!
(Strąca wazon z okna)
Życie ludzkie też może być zniszczone
ot tak, jak ten wazon
przeżyją tylko ci najtwardsi
lecz nie mogą zmienić żadnego
z porządków świata który nas otacza
wciąż będzie śmierć
wciąż będzie nienawiść
wciąż nic nie znaczące słowa będą niszczyć
wszystko o co się staramy w naszym życiu
Nadzieja
Może i twoje słowa mają trochę racji
ale nie można patrzeć na to wszystko w ten sposób
zawsze jest nadzieja
która nada naszemu życiu sens
nawet jeśli go nie mamy
nie zapominaj o tym że jest na świecie miłość
że jest na świecie szczęście
i że wszystko zależy od nas
Miriam
(łapiąc się za głowę)
Głupoty, głupoty! Śmierć tylko wyzwala
człowieka z nędzy życia!
Śmierć od wieków tańczy na grobach
śmiejąc się z ludzkiego losu i smutku!
Śmieje się z ciebie, nadziejo bo ona wie lepiej
na czym polega świat i kto prawo stanowi
Szepty
Prawdę mówi, prawdę!
Mówi to ta która
sama nadziei nigdy nie miała
zawżdy, diabelski pomiot!
Klękała przed nami
bita i poniewierana...
Miriam
(wskazując palcem na szafę)
Zamknijcie się!
nie do was mówię
nie z wami dysputa!
Nie mam nadziei
bo on nie wróci!
I wy też!
Jeśli robię coś źle to nie z mojej winy!
On też dawał nadzieję!
pragnął bym uciekła!
zrobiłam to lepiej niż chciał
ale on i tak odszedł...
Szepty
Zawsze zostaniemy z tobą
To będzie kara
za twoje przewinienia!
Miriam
Kara! Winy!
To tylko skutek
waszych grzechów!
Za swoje grzechy
dostaliście karę!
Nadzieja
Nie ma tu winnych
ani też ofiar
Wszyscyście winni
po równo
cały świat winny!
Lecz zawsze jest nadzieja
na odkupienie przewinień
i przebaczenie
nieważne co się nie stało...
Miriam
Milcz! Nie wiesz o niczym!
Nie dowiesz się też niczego!
Znikaj!
Scena 2
Miriam, Głos z zza okna, Miłość
Miriam
Nadzieja? Nadzieja jest niczym
Najmniejszą z wartości
Nie potrzebną nikomu...
A na pewno nie mi!
Potrzebna mi tylko miłość...
Jedna jedyna osoba!
Która zabrała by mnie stąd
Wzięła by mnie w swe objęcia!
Ukoiła każdą ranę... Zagoiła blizny...
Miłość
Miłość ma tą siłę
Lecz trzeba ją mieć w sobie
nie można liczyć tylko na innych!
Miriam
Kochałam! Kochałam!
Chciałam!
Miłość
Egoistko.
Chcesz mieć ją tylko dla siebie.
Miłość. Bez dawania dla innych.
Rodzice - kochałaś ich?
Miriam
Nie rozumiesz! Nie kochałam ich!
Ale to przez...
Miłość
Nie ma ale. To byli twoi rodzice.
Powinnaś kochać ich mimo wszystko.
Miriam
(siada w kącie)
Odejdź! Zamilcz!
Dam sobie radę sama!
Tak jak zawsze!
Miłość
On nadal cię kocha...
Ale znienawidzi. Zobaczysz to.
Miriam
Nikt się nie dowie! Schowam to!
Zakopie całą przeszłość i będę szczęśliwa!
Miłość
Już spaliłaś wszystkie mosty. Nie masz odwrotu.
Została ci tylko nadzieja
Miriam (wstaje i podchodzi do okna)
A nadzieja jest niczym...
Głos z zza okna
Kara czeka... Mimo że niezawiniona...
Kara...Ona się tylko odwleka.
Miriam
Mam zwidy... Mam halucynacje...
Czy ja wariuję?
Głos zza okna
Nie wariujesz, bo już zwariowałaś
Za swoje czyny odpokutujesz!
Miriam
Ja tylko chciałam kochać... I być kochana...
To tylko krew przelana... W słusznej sprawie.
Scena 3
Miriam, Życie, Śmierć, Szepty
Miriam
Nic się nie stało...
Tak na prawdę to sen!
Moje całe życie to pasmo nieszczęść...
Czy naprawdę muszę tak żyć?
Życie
Twoje istnienie to coś ulotnego...
Życie to nie tylko przyjemność
zwykle to jedynie katusze
kiedy wszystko ciągnie w dół
żadnego ciepłego słowa...
(podchodzi i dotyka twarzy Miriam)
Życie cie kocha, tylko tego nie widzisz...
Miriam
Nienawidzę cię...
To nie ja sama stworzyłam swoje życie
Takiego koszmaru sama bym sobie nie wymyśliła...
Każdego dnia ten sam koszmar...
Nie mogąc dogodzić im... Nigdy.
Życie
Swoje życie straciłaś już kiedy się urodziłaś.
Miriam
Nie ja je straciłam! Świat je zatracił!
Zniszczył moje szczęście!
Już w zarodku, zgniotłeś je!
Życie! Życie! Przeklinam cię!
(Życie odchodzi w kąt, pojawia się Śmierć)
Śmierć
Skoro życie nie dla ciebie, co powiesz na śmierć?
Miriam
Śmierć ma moc... Ma siłę...
Ale nie wiem... nie wiem też co jest po drugiej stronie...
Co jeśli zostanę?
Szepty
Zrób to! Zrób! To kara!
Za twój grzech! Dołącz do nas!
Miriam
Nigdy nie zrobię czegoś takiego... Nigdy.
Nie dołączę do orszaku umarłych...
Śmierć
Nie słuchaj ich. Ja zabiorę cię w miejsce
gdzie nie zaznasz więcej bólu.
Jedyne co musisz
to wykopać to co już raz użyłaś...
Miriam
Nie! Nie zrobię tego!
Przeszłości nie można wyciągać
To już przeszłość! Przepraszam!
Nie skusisz mnie drogą na skróty!
(Śmierć znika)
Szepty
Nigdy nie jest za późno
Pożałujesz że tego nie zrobiłaś...
Scena 4
Wszystko poszło nie tak jak miało
Miriam, Głos z zza okna
Miriam
Miriam
Życie, Nadzieja, Miłość
Wszystko odchodzi...
Miałam kiedyś wszystko
Śmierć mi to zabrała...
Głos z zza okna
Śmierć zabrała.
Ale tyś sama była
narzędziem śmierci.
Skusiłaś ją
i zabrała ci wszystko
z twojej własnej woli.
Miriam
Wola... Wolna wola.
Dawno kiedyś ją miałam...
Od dawna też ktoś inny mną rządzi...
Głos z zza okna
Kto?
Miriam
Uczucia sterują mną i inne byty.
Gniew podpowiada co mam robić
A byty jak ty sprawiają że jestem
Jedynie narzędziem w ich rękach...
Głos z zza okna
Tłumaczysz jedynie samą siebie
I zwalasz winę na coś co kontrolujesz
Miriam
Gdybym to kontrolowała
To nigdy nie stała by się taka tragedia!
Była bym normalna...
Nikt nigdy nie pokazał mnie palcem
Nigdy nie wyśmiał
I obrzucił nienawistnym wzrokiem
Głos z zza okna
To że jesteś inna
Nie oznaczało że gorsza
Po prostu zauważasz rzeczy
Które nikt inny nie widzi.
Miriam
Co mi to dało?
Co dało mi to że znałam przyszłość
I znam swój los?
Że zginę za swoje czyny
Prędzej czy później?
Głos z zza okna
To jaką mieć będzie się przyszłość
Zależy tylko od nas
A nie od tego co wiesz i co przeczuwasz
Miriam
Jak mam w to wierzyć
Skoro wszystko wokoło mnie
Toczy się przeciwko
Każdej mojej decyzji
I każdego zamiaru?
Głos z zza okna
Wiarę trzeba mieć w Bogu
Tylko on może wybaczyć nam
Nawet największą zbrodnię.
Miriam
A czemu ty tu jesteś?
Głos z zza okna
Żeby cię ustrzec przed kolejnymi błędami.
Miriam
Błędami? Błędy dawno już zostały popełnione.
Głos z zza okna
Można je odwrócić.
I ustrzec przed kolejnymi.
Miriam
Nie potrzeba mi twoich porad.
Nie uchroniłeś mnie przed błędami i grzechami.
Teraz za późno jest na rady.
Odejdź.
Scena 5
Miriam
Miriam podchodzi do okna.
Miriam
Kara.
Kara powinna być adekwatna do zbrodni.
Jeżeli nikt nie widzi zbrodni,
nikt może jej osądzić.
Jeżeli nikt jej nie osądza
to ktoś w końcu musi...
Czy zabójstwo jest takie złe?
Przecież życie to tylko dżungla i walka o przetrwanie.
Albo ty zabijesz albo sam zginiesz...
Tak jest od wieków.
Co w tym złego że naśladujemy tylko świat?
Bóg stworzył świat złym, my jesteśmy częścią i naśladujemy go.
Czy coś w tym złego?
Jak może nas potępiać za to?
Jak Boże możesz potępić mnie za to czym nas stworzyłeś?
Pomóż mi Boże...
Może nienawidzisz mnie ale tylko Ty możesz mi pomóc...
Scena 6
Miriam i Śmierć
Śmierć wchodzi i staje zaraz za Miriam.
ŚmierćWidzę że nadal nie rozumiesz świata
Nie rozumiesz życia
Ani tym bardziej Śmierci
MiriamNie obchodzi mnie to...
Bóg mnie opuścił już dawno.
Śmierć
Hah.
Mylisz się.
Jest tam gdzieś i patrzy na Ciebie
Płacze.
Miriam
On mnie nienawidzi za to co zrobiłam.
Śmierć
Więc dalej! Zabij się!
Uciekaj od tego!
Nienawidź tego który Cię kocha!
Chodź ze mną, a zabiorę Cię w miejsce
Gdzie już wszystko będzie pewne.
Gdzie cierpienia nie zaznasz
Bo nie spotkasz tam Boga.
Miriam
Nie chce... Nie tam.
Zbrodnia i tak mnie skaże na to...
Nie chce.
Śmierć
Zaufaj Bogu, módl się!
On na to nie pozwoli...
Scena 7
(Miriam klęczy przed łóżkiem jak małe dziecko, ze złożonymi rękoma i opuszczoną głową. Nie jest w stanie patrzeć na krzyż)
Miriam
Boże. Pomóż mi.
Chociaż wiem że nie jestem tego warta.
To...
(Nagle rozlega się pukanie do drzwi...)
AKT II
Scena 1
Mark, Miriam
Mark
Witaj Miriam.
Wybacz że nie przybyłem wczoraj ale nie miałem wolnej chwili.
Miriam
Czemu?
Mark
Musiałem wczoraj być w szpitalu
Moja żona miała wczoraj poród.
Urodziła mi śliczną córeczkę.
Wpadłem tylko na chwilę i zaraz do niej wracam.
Miriam
Gratuluje! Tak długo staraliście się o dziecko...
Mark
Tak. W końcu nie poroniła... To by było czwarte dziecko z rządu...
Klaudia by tego nie wytrzymała.
Miriam
Siadaj. Napijesz się czegoś?
Mark
Nie... Dziękuje. Tak w ogóle przyniosłem jedzenie.
Nasza gosposia upiekła placek dla żony,
ale jako że ona jest bardziej skupiona na małej, to przywiozłem go Tobie.
Miriam
Dziękuje. W ogóle to wybraliście imię dla niej?
Mark
Tak... Cecil. Zdecydowaliśmy że jeżeli się odnajdą Twoi rodzice
To będzie miła niespodzianka dla Twojej mamy...
Miriam
Nie wolno budzić gniewu zmarłych w ten sposób...
Mark
Jakich zmarłych? Miriam, twoi rodzice na pewno mają się dobrze.
Pewnie wylądowali w jakiejś zakichanej dziurze i nie mogą zadzwonić.
Mówiłaś że wyjechali służbowo. Na pewno wrócą...
Miriam
Minęły już 3 tygodnie a nadal nie dają znaku życia...
Mark
Kochanie... Wszystko będzie dobrze. Twoi rodzice to byli dobrzy ludzie.
Bóg nie pozwolił by aby coś im się stało.
Miriam
Bóg rozlicza po czynach a nie słowach i myślach innych...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
