Chciałbym kiedyś wpaść
W odmęty Twoich oczu
Zagłębić się palcami
W oceanie Twych myśli
Gładząc i burząc toń twego jestestwa
Całować czerwone wargi niewinności
I czcząc w bladej poświacie księżyca
Każde ze słów wychodzące z Twych ust
Będących piękną melodią mojego życia
Kojących ból i rozświetlających mrok
Chciałbym dekorować skronie Twoje
Wielobarwnym kwieciem wiosny
Patrząc na zieleń okalającą twe kształty
I polne kwiaty oniemiałe z zachwytu
Nad pięknem Twej urody
Chciałbym latem biec boso po łące
Goniąc Twe marzenia z siatką na motyle
I próbować chwytać każdy promyk słońca
I wplatać w Twe jedwabne włosy
Wzburzone nagłym wiatrem
Chciałbym jesienią dotykiem traw
Pieścić Cię i koić do snu
Cichą melodią deszczu
Zamienić cały Twój świat
W wielobarwny raj
Chciałbym zimą zasnąć
Leżąc obok w łóżku i nucąc cichą pieśń
Strzegąc spokoju Twego ducha
I patrzeć jak powoli
Osuwasz się w objęcia Morfeusza
czwartek, 31 października 2013
środa, 23 października 2013
Veiller. - Anioł
Weź mnie wzwyż, wysoko ponad to
I posłuchaj mojego głosu
Pozwól mi śpiewać o tym
Że sprawiasz że wszystko staje się dobre
Że ból staje się do zniesienia
Zaśpiewaj ze mną, owiń mnie skrzydłami
Mój aniele
Śpiewaj z całych sił
Nim zamienimy się w nasze demony
I posłuchaj mojego głosu
Pozwól mi śpiewać o tym
Że sprawiasz że wszystko staje się dobre
Że ból staje się do zniesienia
Zaśpiewaj ze mną, owiń mnie skrzydłami
Mój aniele
Śpiewaj z całych sił
Nim zamienimy się w nasze demony
wtorek, 10 września 2013
Veiller. - Perspektywa
Otwieram oczy
Czarny poranek
Mrok w każdym zakamarku
Pustego pokoju
Wstaję z łóżka
Już po dwunastej
Patrzę za okno i widzę
Czarne słońce wiszące nad światem
Przysłonięte księżycem
Idę do łazienki
Patrzę w lustro
Widzę siebie
Zapuchnięte smutne oczy
Wielką pustkę w nich
Tylko dwie iskierki szepczące
"Żyj!"
W Twoich oczach
Jestem cieniem i dymem
Jestem duchem
Który chowa się w ciemnościach
Tym który mimo pięknego wnętrza
Trzyma najgłębszą czerń
W zakamarkach jaźni
Trzymasz się piękna i słońca
I mieszkasz po drugiej stronie świata
Które wciąż oświetla słońce
W Twoich diamentowych oczach
Pragnienie szczęścia
Którego ja nigdy nie zaznam
Trzy po trzy
Każde słowo z Twoich ust
Odbija się w pustce mego wnętrza
Kiedy zmywam z mojej twarzy
Resztkę nocnych koszmarów
Wycieram smutkiem moją twarz
Schodzę po schodach porażek
Idę do kuchni
I smaruję kanapki kłamstwami
Powoli jem
Przeżuwam każdy gorzki kęs
Popijam to wszystko słonymi łzami
Ty budzisz się rano
Z głową pełną pomysłów
Na szczęście i miłość
Z błyskiem oka trzymasz się
Z całych sił życia
Które pieści Cię i całuje
A Bóg uśmiechem
Zachęca Cię do szczęścia
Mieszkasz w pięknym pałacu
Swoich marzeń i snów
Nie znasz smutku i płaczu
Ani mroku
Ja włączam telewizję
I widzę ciągle śmierć
Upadek wartości
I to jak dusi się świat w spalinach
Patrzę za okno i widzę smutnych ludzi
Idących samotnie w deszczu
Nie patrzących innym w twarze
Bojących się ciosu
Z niewidocznej strony
Leże w łóżku przewracam kartki
Kolejnej książki
Która nic mi nie powie
A Ty patrzysz z boku
Nie rozumiejąc
Nie pojmując mojego świata
Śmiejąc się z niego
"Jak słońce może być czarne?"
"Jak woda czerwona od krwi?"
"Jak ludzie mogą być źli?"
Ale ja mówię tylko
"Otwórz oczy,
To mój świat i zapraszam Cię"
Czarny poranek
Mrok w każdym zakamarku
Pustego pokoju
Wstaję z łóżka
Już po dwunastej
Patrzę za okno i widzę
Czarne słońce wiszące nad światem
Przysłonięte księżycem
Idę do łazienki
Patrzę w lustro
Widzę siebie
Zapuchnięte smutne oczy
Wielką pustkę w nich
Tylko dwie iskierki szepczące
"Żyj!"
W Twoich oczach
Jestem cieniem i dymem
Jestem duchem
Który chowa się w ciemnościach
Tym który mimo pięknego wnętrza
Trzyma najgłębszą czerń
W zakamarkach jaźni
Trzymasz się piękna i słońca
I mieszkasz po drugiej stronie świata
Które wciąż oświetla słońce
W Twoich diamentowych oczach
Pragnienie szczęścia
Którego ja nigdy nie zaznam
Trzy po trzy
Każde słowo z Twoich ust
Odbija się w pustce mego wnętrza
Kiedy zmywam z mojej twarzy
Resztkę nocnych koszmarów
Wycieram smutkiem moją twarz
Schodzę po schodach porażek
Idę do kuchni
I smaruję kanapki kłamstwami
Powoli jem
Przeżuwam każdy gorzki kęs
Popijam to wszystko słonymi łzami
Ty budzisz się rano
Z głową pełną pomysłów
Na szczęście i miłość
Z błyskiem oka trzymasz się
Z całych sił życia
Które pieści Cię i całuje
A Bóg uśmiechem
Zachęca Cię do szczęścia
Mieszkasz w pięknym pałacu
Swoich marzeń i snów
Nie znasz smutku i płaczu
Ani mroku
Ja włączam telewizję
I widzę ciągle śmierć
Upadek wartości
I to jak dusi się świat w spalinach
Patrzę za okno i widzę smutnych ludzi
Idących samotnie w deszczu
Nie patrzących innym w twarze
Bojących się ciosu
Z niewidocznej strony
Leże w łóżku przewracam kartki
Kolejnej książki
Która nic mi nie powie
A Ty patrzysz z boku
Nie rozumiejąc
Nie pojmując mojego świata
Śmiejąc się z niego
"Jak słońce może być czarne?"
"Jak woda czerwona od krwi?"
"Jak ludzie mogą być źli?"
Ale ja mówię tylko
"Otwórz oczy,
To mój świat i zapraszam Cię"
środa, 28 sierpnia 2013
Veiller. - Umierające Lato
Pamiętam promienie letniego słońca
I to jak całowały moje oczy
Całowały piękniej niż wilgotne wargi
Płatków zimy którą znam
Pamiętam beztroskie zabawy
Nad iskrzącą wodą
Szum wiatru w trawach
Nie pamiętam mroźnych dni
Pamiętam letnie burze
Piękno błyskawic na niebie
Powrót do domu w strugach deszczu
Nie pamiętam moich zimnych łez
Zanurzony w pięknie otaczającej zieleni
Leżąc w trawie i oglądając chmury
Beztrosko spędzam czas
Zapominając o zimie panującej we mnie
Zapominam o każdej przykrości
Tysiącach kłamstw i przekleństw
Każdym złym spojrzeniu
Wyciągniętych palcach w moim kierunku
O wichrze który smaga moją duszę
Wyciągając z niej całe ciepło
Bezkresnej zimie w moich oczach
Odmrożonych wspomnieniach
Nie chcę już tego
Nie wrócę jeszcze tam
Póki jestem na łące mych marzeń
I słońce topi moją duszę...
I to jak całowały moje oczy
Całowały piękniej niż wilgotne wargi
Płatków zimy którą znam
Pamiętam beztroskie zabawy
Nad iskrzącą wodą
Szum wiatru w trawach
Nie pamiętam mroźnych dni
Pamiętam letnie burze
Piękno błyskawic na niebie
Powrót do domu w strugach deszczu
Nie pamiętam moich zimnych łez
Zanurzony w pięknie otaczającej zieleni
Leżąc w trawie i oglądając chmury
Beztrosko spędzam czas
Zapominając o zimie panującej we mnie
Zapominam o każdej przykrości
Tysiącach kłamstw i przekleństw
Każdym złym spojrzeniu
Wyciągniętych palcach w moim kierunku
O wichrze który smaga moją duszę
Wyciągając z niej całe ciepło
Bezkresnej zimie w moich oczach
Odmrożonych wspomnieniach
Nie chcę już tego
Nie wrócę jeszcze tam
Póki jestem na łące mych marzeń
I słońce topi moją duszę...
środa, 21 sierpnia 2013
Veiller. - Nic i nigdzie
Patrze bezmyślnie na słońce
Czekam aż mój czas się skończy
Dobrze wiem co się stanie
Uciekanie tylko w błędne koło
Oślepiony łzami i strachem
Czuje że spadam sam...
Wszystko czego dotknę
Zamienia się w proch
Z prochu powstaje
I w proch się obracam
Raz za razem
Pod jednym sztandarem słowa
Miłość
Ona zdradza tylko
I obnaża
Nie dając nic
Znów to robię
Znów mam nadzieję
I jak zawsze się zawiodę...
Czekam aż mój czas się skończy
Dobrze wiem co się stanie
Uciekanie tylko w błędne koło
Oślepiony łzami i strachem
Czuje że spadam sam...
Wszystko czego dotknę
Zamienia się w proch
Z prochu powstaje
I w proch się obracam
Raz za razem
Pod jednym sztandarem słowa
Miłość
Ona zdradza tylko
I obnaża
Nie dając nic
Znów to robię
Znów mam nadzieję
Są chwile jak teraz że myślę o osobach
które dawno nie myślą o mnie
Wtedy zaciskam mocno powieki i marzę
by osunąć się w zimne objęcia ciemności...
Płynąć w rozgwieżdżonym niebie marzeń osób
które ich nie spełniły...
które dawno nie myślą o mnie
Wtedy zaciskam mocno powieki i marzę
by osunąć się w zimne objęcia ciemności...
Płynąć w rozgwieżdżonym niebie marzeń osób
które ich nie spełniły...
Veiller. - Żal
Kolejny powrót
W strugach deszczu
Do pustego domu
W którym nie słychać śmiechu
I nie czuć miłości
Kolejny wieczór
Spędzony leżąc na podłodze
I wypisując Twoje imię
Krwią po podłodze łazienki
Kolejna noc
A w moim śnie
Patrzysz na mnie
Z uśmiechem na ustach
Podcinając moje żyły
Budzę się
Ból i mokre bandaże
Sen jest prawdą
Choć tego nie widzę
Nie wierzę już sam sobie
W strugach deszczu
Do pustego domu
W którym nie słychać śmiechu
I nie czuć miłości
Kolejny wieczór
Spędzony leżąc na podłodze
I wypisując Twoje imię
Krwią po podłodze łazienki
Kolejna noc
A w moim śnie
Patrzysz na mnie
Z uśmiechem na ustach
Podcinając moje żyły
Budzę się
Ból i mokre bandaże
Sen jest prawdą
Choć tego nie widzę
Nie wierzę już sam sobie
Subskrybuj:
Posty (Atom)
