czwartek, 30 listopada 2017

.3

Lustra lustra
Zabijają mnie 
Gdy w lustrze odbijam się 
Brzydotą swoją kalam je
Lustro pokazuje prawdę
Pobije wszystkie je 
Nie moja twarz 
Gdy szukam twarzy mej
Zatopił bym żelazne kły
W skórze maski tej 
Zdarł do kości 
Obdarł całkowicie 
By przestać dusić się

.2

A mój umysł był zbyt słaby
By móc o tym wszystkim zapomnieć
Zatopiony w ciszy i niemocy
Tnę tą ciszę strunami skrzypiec
Zupełnie jak kiedyś własne ciało
Przecinam i kroję pamięć
By zatopić ją i zabić
Nie pamiętać nic z żałosnej
Postrzępionej przeszłości

Żyć w pustce, a nie żyć złem
Krzywdą wyrządzoną przez ludzi
Lecz pustka jest jeszcze gorsza
Zmarnowane tyle lat
Nie odzyskam ich nigdy, wiem
Wyblakła płachta wspomnień
Porwana przez mroźny wiatr

.1

zima przyszła
niezauważalnie wkradła
między oczy moje i Twoje
zmroziła serca dwa strapione
skuła je lodem obojętności

wtorek, 28 listopada 2017

Piękna Pani

Usiedliśmy zmęczeni podróżą
W cieniu wysokiego grabu
W miejscu gdzie kończyła się
Nasza życiowa ścieżka
Wyczerpani opadliśmy
Na dywan z liści i mchu
A nad nami rosły jagody
Ciemnym granatem świecące
Jak pary ciemnych oczu

Wśród podłużnych liści
Leżeliśmy w ciszy
Słuchając bić naszych serc
I powoli żegnaliśmy
Całując swe wargi z rozpaczą
Oczy patrzyły na nas z wysoka
Czernią wyśnionej nocy
Chyląc nerwami łodyg ku nas
A my, pożegnawszy się zawczas
Poczęliśmy zrywać te dary
Ofiarowane nam przez życie

Podawałaś owoc za owocem
Goryczą losu słodycz pokryta
A Ty zbierając sok z mych palców
Patrzyłaś, rozszerzonymi emocjami
Czarnymi jak jagody źrenicami
W moje zmęczone oczy
Cóż w nich widziałaś?
Pewnie się nie dowiem
Nie dałaś mi spytać, całując
I przykładając do ust moich
Swój drżący palec

Świat zawirował a Ty zaśpiewałaś
Razem z chórem leśnych ptaków
A nasze umysły ostatnim oddechem
Wzbiły halucynacją wraz z duszą ku niebu
W postaci ptasiej rozwijając skrzydła
Wzlatując nad listowiem dzikim
Łaskawej wilczej jagody
Delikatna gołębica i pospolity szpak

Alabastrowa Skóra

Dziś, jestem Mistrzem
Dziś dla mnie świat cały
Przestwór niebios i oceany
Wszystko należy do mnie
Zaprzęgam do pracy
Niespokojne fale
I maluję wydartymi z dna
Wodnistej toni wzburzonej
Najcenniejsze perłą zdobione słowa

Dziś, bryza kołysze mnie
I nuci jedną z Twoich piosenek
Wraz z moimi uschłymi wargami
Jakże tęsknymi za dotykiem
Twojej podobnej alabastrowi skóry

Dziś oczami umysłu i serca
Powiodę Cię polnymi drogami
Trzymając Twą ufną dłoń
Myślą mą upieszczę włosy
I znużone zmartwieniami skronie

Dziś nie myślę o jutrze
Obcym jest mi strach i lęk
Obawy o moje przeznaczenie
Dziś przestwór niebios
Zamknięty w oczach tych

A palcem muskam duszę Twą

poniedziałek, 27 listopada 2017

Kołysanka Szpaka

Dobranoc Małgorzato!
Niech Twoja dusza znużona
Tym ziemskim padołem
Z trzepotem skrzydłem odleci
Niech rozwinie lotki
Pod zwiewną jaskółczą postacią
Lub delikatnej sierpówki

Odwiedź mnie, w swoich snach
Przysiądź, jako słowik na gałęzi
Wyniosłego i dumnego orzecha
Zaglądającego zielonymi oczami
Do wnętrza smutnego pokoju
I zaśpiewaj, swoim głosem pieśń
Opowiedz co dusza Twa kryje
Wyznaj mi wszystkie marzenia
Bym ranem, gdy powrócisz
Do swej leżącej na łożu powłoki
Mógł zacząć je spełniać

Zaśpiewaj mi o bólu i łzach
Tęsknotach i smutkach
Rozgrzeszę, z każdego grzechu
Przyoblekę w złoto każdą z chwil
Którą razem spędziliśmy
Przeszłość, zmienię w przyszłość
A los który nas połączył
Rozświetli najciemniejszą noc

Zbudzisz się, z samego rana
Nie pamiętając swojej wizyty
Swojej pieśni i naszej rozmowy
Gdy wleciałaś przez otwarte okno
Wracając do swojej postaci
Nie przypomnisz nigdy sobie
Jak czule głaskałaś mnie do snu
A ja ufnie składałem głowę
Na marmurowych udach Twych



niedziela, 26 listopada 2017

Jesteś mi śmiercią
Umieram bez Ciebie i z Tobą
Umieram na brak i nadmiar
Umieram gdy nie patrzysz i duszę
Gdy patrzysz w moją stronę
Umieram z tęsknoty a gdy rozmawiamy
Umieram bo kocham za mocno

Nie umieram.
Żyję pełnią życia.

Obserwatorzy