niedziela, 7 stycznia 2018

Zatrzymaj mnie choć na sekundę
W swych płochych myślach
Pozwól mi być z Tobą
Potrzymaj chwilę w swych dłoniach
Zimnymi żyłkami popłynę wgłąb
Usiądę gdzieś w Twoim sercu
Zasnę.

Strach stoi pod ścianą - patrzy

Kim jesteś cieniu zawistny
Co dręczysz mnie bezsennej nocy?
Kim jesteś istoto nocy
Przychodząca gdy szczęście dotyka
Mojej upadłej duszy?
Czemu stoisz cicho w rogu
Stoisz karmiąc mym strachem
Unikając wprost mego wzroku

Jak pojąć buzujące szumy
W mej głowie?
Jedyne co rozumiem z tego mamrotu
To bym zabił się wieszając na sznurze
Wiem że to nie ja podsuwam sobie
Te wszystkie złe myśli
Bo jak - gdy jestem szczęśliwy?


Brak mi ciepłej toni Twych oczu
Morskich objęć spienionych fal
Otaczających onyksową głębie
Miniaturowej czarnej dziury
Otchłani głębokości duszy

Tak brak mi słów
Wydobywających się z Twych ust
Które mógłbym dotknąć i objąć
Swoimi małymi słowami
Duszy boleśnie uczernionej

Brakuje mi dłoni i ich ciepła
Delikatnych i ulotnych
Porównywalnych jedynie
Z dotykiem motylich skrzydeł
Trzepotem ich aksamitu

Tak brakuje mi Ciebie!
Znów w nocy nie usnę
Zmartwiony półprzytomnie
Będę czuwał nad snem Twoim
Mając nadzieję że Ty przynajmniej
Zaśniesz

czwartek, 4 stycznia 2018

I los nasz rzucimy na szalę
Jak dwoje kochanków splecionych
Zatapiających się w piedestałach
Swych cielesnych niedoskonałości
Nasze ciała - z jednej duszy utkane
Zemrą niechybnie z czasem
Wybije dzwon trzynaście razy
W samo południe
Oznajmiając koniec żywota

Nasza dusza stęskniona
Tej drugiej utraconej połowy
Znowu się zewrze na wieki
Nieśmiertelnego uścisku
Spragnione cielesne powłoki

Sen na dwójnasób

Jakże tęsknie za Tobą
Gdy pojawiasz się w snach moich
Po chwili zjawiasz się na jawie
By śnić mi się w rzeczywistości
Podwójny sen - raz gdy otwieram
I raz gdy zamykam oczy

Marzenie wspaniałe
O najpiękniejszej dziewczynie
Najwspanialszym kwiecie kobiecym
Co skryty wśród chaszczy i cierni
Rósł latami zapomniany
Wykarczować czas silną ręką
Uschłe drzewa i krzewy
Rzucające cień i udrękę
Na pąki marzeń Twych

Zasadzić wkoło niej ogród
By była centrum mego świata
Pomnik postawić z kości
Obedrzeć ze skóry pragnienia
Przypomnieć o każdym z nich
Ukazać że wszystko możliwe
Pielęgnować i dbać
Leżeć pod nieboskłonem
Myśli Twych

poniedziałek, 1 stycznia 2018

Łzy opływają cieniutką powłoczką
Prawdę ukrytą w zapisanych słowach
Tną ciszę nożem ostrym jak brzytwa
Tną dogłębnie i boleśnie ukazując 
Jakże często zaprzeczaną rzeczywistość


Miłosne dreszcze

Jak to się stało
Że obraz Twój tak wszedł we mnie
Aż cały z miłości dygoce
W której to chwili opętałaś mnie
Jak duch nieczysty weszłaś w me myśli
I gdyby nie to żeś światłem jest dla mnie
Inspiracją do życia i słowem rzeźbienia
Sensem wszystkiego
To wygonił bym Ciebie

Posłał w noc byś skrzydłem swoim
Mogła opleść świat i niebo srebrzyste
Przysiąść w ciemnej leśnej kniei
Odpocząć, zamyśleć
Przytulić wiatr i poczuć jego oddech
Sama stając się jednością z nocą
Kochać świat, kochać życie
Być sobą

Wiem że władzy nie mam nad Tobą
I nie ofiarowałaś mi klucza złotego
Do przestworu szklanego serca Twego
Lecz duszę Twą znam dobrze i miłuje
Uczuciem wiernym i odważnym
Bezwstydnym
I wiem jakim stworzeniem jesteś
Stworzeniem nocy żądnym wolności
I może porażką mą samą w sobie
Jest chęć spętać Cię i ufać Tobie

Lecz jaką słodyczą jest marzyć
By każdego dnia budzić się
I widzieć oczy Twoje
Dłonią swą dotykać tej twarzy
I splotów kosmyków włosów

Obserwatorzy