niedziela, 14 grudnia 2014

Veiller. - Kapusta

W czarnym lesie niepamięci
Wśród ogólnej ludzkiej niechęci
Siedziały trzy kruki na jednej żerdzi
Kracząc głosem który mierzi
Każdy patrzy chciwym wzrokiem
Choć zerka tylko jednym okiem
Wtem drogą dobosz idzie
Podpierając się o dzidzie
Kruk do kruka wtedy rzecze
"Co ten dobosz w koszu niesie?"
"Widzisz bracie to co ja?"
"Cóż to za ambrozja?
Z kosza tego wygląda?"
Dobosz  gazetę przegląda
Kruków w ogóle nieświadomy
Pędzi do domu jak szalony
Podciągając kalesony
Wraca do swej starej żony
"Kruku bracie miły
Niech mnie porwą dzisiaj wiły
Zabierzmy kosz przysmaków
Zapłacimy czynsz dla błotniaków"
Obmyślały plan dokładnie
By dobosza napaść za dnie
Pułapki kruki wymyślały
Kolce, doły, rowy, pały
Liny, działa i sztucery
Lecz ten pomysł był felerny
Słońce zaszło, droga pusta
Na kolację dziś kapusta




niedziela, 2 lutego 2014

Veiller. - Opowiadanie - "Psy" (nie skończone)


Znowu siedziałem w łóżku opatulony kołdrą po same uszy, z laptopem na kolanach. Muszę jak najszybciej to wszystko spisać póki mam czas... Póki on jeszcze nie przyszedł. Mój przyśpieszony oddech zostawiał smugi pary na ekranie laptopa. Robiło się coraz zimniej w mieszkaniu, mimo tego że ustawiłem kaloryfery na największe grzanie. Wiedziałem że to on zabiera energię, ciepło, aby się zmaterializować. Raz pomyślałem że może jak wyłączę ogrzewanie i wszystkie źródła ciepła i energii, że jak wyłączę korki, ciepłą wodę, to nie uda mu się tutaj pojawić. Myliłem się - wtedy zaczął pobierać energię ze mnie i z każdego żywego stworzenia w pokoju. Wyssał każdą muchę, pająka, wszystko co żyło, nawet ryby w moim akwarium i kota - dosłownie do cna. Z kota został wysuszony, groteskowy twór, podobny do pieprzonej mumii, albo do wysuszonych trofeów które robili kanibale. Biedny Franek. Nim on się pojawił, ja tez straciłem wiele sił, ale na szczęście nie straciłem przytomności. Może jednak źle że tak się stało...?

Powinienem chyba zacząć od początku. Mam dwadzieścia dwa lata , studiuję w małym przygranicznym miasteczku. Żyłem spokojnie do czasu gdy nie poznałem tej dziewczyny. Do tamtego czasu prowadziłem nudne, samotne życie, bez przygód, przyjaciół - nikogo. Któregoś dnia dostałem od kogoś maila, co mnie zresztą zdziwiło - nikt do mnie nie pisał na maila, zresztą nikt go nie znał, zwłaszcza że był to zlepek przypadkowych liter. Demoniczny Pies. Rozbawiła mnie trochę nazwa nadawcy, ale otworzyłem go. Mail był bardzo nietypowy w swojej treści, ale nie zaniepokoiło mnie to. Przedstawiła się tam jako studentka pierwszego roku medycyny z mojego miasta, że szukała kontaktu ze mną od dawna i że chce mnie poznać. Nie mogłem się oprzeć pokusie poznania kogoś nowego. Zwłaszcza dziewczyny, bo od dawna byłem osobą samotną. Nie zaniepokoiło mnie to że osoba która nie ma życia towarzyskiego jak ja, jest POSZUKIWANA OD DAWNA przez kogoś i to kogoś kto mieszka w tym samym mieście. Ludzie to jednak tępe istoty... Hehehe... Pisaliśmy do siebie maile przez jakiś czas. Okazało się że lubiła dokładnie to samo co ja, słuchała takiej samej muzyki, czytała te same książki, kochała te same filmy. Mówi się że są osoby które są sobie przeznaczone... Pomyślałem - może tak jest? Tyle czasu byłem sam, to może się uśmiechnął do mnie los i karma się zwraca? Któregoś dnia napisała do mnie maila z pytaniem czy mam kamerkę i mikrofon. Ucieszyło mnie to, więc spytałem czy ma konto na Skype.  Kolejny mail mnie zdziwił, tym że był tak krótki w przeciwieństwie do tych długich wiadomości, w których tak ochoczo krytykowaliśmy lub ocenialiśmy zespoły black metalowe z naszego kraju, rozmawialiśmy o książkach, filmach i innych tego typu pierdołach o których zazwyczaj rozmawiają ludzie. Napisała tylko "Demoniczny Pies - dzisiaj o trzeciej w nocy. Będę czekała". Zdziwiło mnie to bardzo, ale pomyślałem że może się wstydzi swojej twarzy albo nie ma czasu aby ze mną rozmawiać, skoro tak późno w nocy chce się spotkać i rozmawiać po raz pierwszy. Czemu byłem tak głupi i nie posłuchałem swojej intuicji że to nie może być takie piękne... Włączyłem ten cholerny komputer o drugiej trzydzieści. Nie mogłem się już doczekać aż przyjdzie więc od razu wszedłem na Skype, dodałem ją do znajomych i czekałem. Podłączyłem potem mikrofon oraz kamerkę. Czekałem, ale była niedostępna. Byłem trochę zniecierpliwiony. Nagle zegar w przedpokoju wybił 3:00. Nagle dostałem połączenie. Demoniczny Pies. Ona. Zawahałem się czy odebrać czy nie, ale odebrałem połączenie i wraz z kamerką. Usłyszałem najpiękniejszy, jak mi się wtedy wydawało głos na świecie. Słychać było niemalże w nim dźwięk harfy, melodie, głos trudno było określić nawet ludzkimi słowami. Był raczej muzyką która wydobywała się z głośników.

-Cześć skarbie. Jak minął ci dzień?. - Byłem zahipnotyzowany. Ona do mnie mówiła, a ja byłem wpatrzony w monitor. Niestety nie miała włączonej kamery. Nie słuchałem jej w ogóle, zszokowany jej nieziemskim - jak się później okaże, DOSŁOWNIE nieziemskim głosem.

-Włączysz kamerkę? - Spytałem tylko po krótkiej chwili gdy odzyskałem już panowanie nad sobą. Troszkę się zmieszała, głos przestał być aż taki piękny i uwodzicielski. Spytała

- Czy chcesz mnie zobaczyć? Możesz się przestraszyć mnie. Nie będzie potem odwrotu. - Bez zastanowienia poprosiłem ją o to by włączyła kamerkę. Przecież nie może być brzydsza ode mnie. Był to największy błąd mojego życia! Usiadłem wpatrzony i zahipnotyzowany w monitor, zastanawiałem się jak wygląda, jakie ma włosy, usta, czy... ma duże piersi? Hah. Obraz kamery mojej nagle zaczął ciemnieć, aż zniknął na moment. Trochę mnie to przestraszyło. I nagle włączył się JEJ obraz... O ile to była w ogóle dziewczyna. W kamerce ujrzałem definitywnie kobiece ciało... Czarny gorset, z wydatnymi piersiami, ale twarz zasłaniał cień. Jedyne co mogłem rozpoznać w twarzy to... OCZY. Pierdolone, czerwone oczy, wielkości dorodnych mandarynek. Nim otworzyłem usta by wydać z siebie krzyk przerażenia, ona odezwała się.

- Nie bój się! Proszę... Zostań... - Usłyszałem jej płacz, i moje serce ścisnęło się w piersi. Gdy usłyszałem jej głos, znowu ogarnęło mnie zwątpienie. Czy zostać, rozmawiać dalej czy też wyłączyć rozmowę, komputer i uciec jak najdalej od niego...? Płakała nadal.

- Przepraszam, to nie moja wina że jestem taka. - Świecące na czerwono punkty na jej twarzy zmniejszyły się do wielkości oczu ludzkich. Pomyślałem że dobrym pomysłem będzie przekonać się czy jest czego się bać.

- Pokaż twarz. - Natychmiast przestała płakać. Przybliżyła twarz, tak aby światło padające z monitora oświetlało ją. Oprócz dość dużych oczu, które były koloru czerwonego, nie różniła się niczym od innych ludzi. No i była piękna. Czerwone usta i oczy tworzyły kontrast z bladą, nieskazitelną, cerą jej twarzy. Czarne, długie włosy opadały pięknymi kaskadami po obu stronach szyi. Wyglądała z jednej strony strasznie, ale z drugiej strony... Była nieziemsko piękna. Z jej szyi zwisał mały czarny odwrócony krzyżyk.

- Czy jestem tak straszna? - Spytała. Nie mogłem się z nią zgodzić.

- Jesteś najpiękniejszą dziewczyną jaką znam. - Później miałem pożałować tych słów. Uśmiechnęła się, ukazując zęby, nienaturalnie proste, długie i ostre, nawet te z tyłu wydawały się być zaostrzone.

- Chcesz poznać mnie bliżej? - Patrzyła na mnie swoimi czerwonymi oczami w których odbijał się ekran komputera, jędrne usta wygięte w uśmiechu mówiły "bierz mnie, bierz...", a kształty wyglądające z gorsetu też zapraszały, kusiły, wyglądało tak jakby całym swoim ciałem chciała rozbudzić we mnie zmysły, męskie, zwierzęce zmysły które tłumiłem przez lata samotności i izolacji od relacji międzyludzkich. Patrzyłem na nią i iskierki które tańczyły w jej oczach. Nie wiedziałem co powiedzieć, strach mieszał się z ekscytacją, myślałem jak by to wyglądało jakbym był z kimś kto tak się różni od innych ludzi... To był mój pierwszy błąd od którego wszystko się zaczęło.

- Tak. - Odpowiedziałem. Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, posłała mi całusa i powiedziała że przyjdzie do mnie jutro w nocy. Byłem zaskoczony i spytałem skąd wie gdzie mieszkam.

- Tak jak mówiłam... Od dawna cię obserwowałam i szukałam kontaktu z tobą. - Wystawiła lekko swój język, robiąc słodką minę, posłała całusa i pożegnała się słowami "No to do jutra... Kochanie." Rozłączyła się. Zszokowany tym co zrobiłem, i tym że jutro przyjdzie do mnie w nocy... Siedziałem jak sparaliżowany. Coś mówiło mi że zrobiłem wielką pomyłkę, że jestem kretynem. Ale z drugiej strony wizja przyszłej przyjemności z tak piękną, chodź dziwną dość dziewczyną zagłuszała głos rozsądku. Popatrzyłem na zegarek. Jest po czwartej godzinie. Chyba czas się położyć... Jutro nie pójdę na zajęcia, wyśpię się i przygotuje się do spotkania z tą piękną dziewczyną... Szkoda że nie wiem jak ma na imię...

Cały dzień spędziłem w domu. Wstałem z łóżka dopiero koło pierwszej, biorąc długą, relaksującą kąpiel, szorując dokładnie całe ciało i goląc się. Kiedy wyszedłem z łazienki musiałem jakoś zabić czas do wieczora. Usiadłem do komputera i spędziłem większość dnia na bezsensownej grze na nim. Wieczorem, położyłem się z książką o psychologii społecznej na kanapie. Przez okno balkonu widać było wielki księżyc, wschodzący nad kamienicą po drugiej stronie ulicy Kwiatowej, na której mieszkam. Kot wstał ze swojej poduszeczki w rogu pokoju, ziewając i ukazując swoje wspaniałe kły. Jak zawsze kiedy byłem zajęty, podszedł i zaczął się łasić do moich rąk, domagając głaskania i pieszczot. Głaskałem go po głowie, zaczytując się w kolejnym rozdziale książki i zatapiając palce w miękkim futerku. Nagle usłyszałem dzwonek do drzwi. Kto do cholery mógł przychodzić do mnie o tej porze - zastanowiłem się.

sobota, 18 stycznia 2014

Veiller. - Niezapominajki

Jestem rzeką która nigdy nie płynęła
Ziemią na której nic nie urośnie
Oceanem w którym nic nie pływa
Oraz niebem na którym nie ma gwiazd
Słońcem które nie wstaje każdego dnia
I księżycem który nie pokazuje swojej twarzy

Ale to nic ważnego
To nic wielkiego
Nie zwrócisz uwagi na to

Bo jestem piekłem bez Szatana
I niebem do którego nikt nie chce iść
Świątynią bez kapłana
Zamkniętymi zawsze ustami
I słowami których nikt nie chce słuchać
Rajem z którego każdy chce uciec

To nic wielkiego
Nie zwrócisz uwagi na to
W zabieganym świecie

Dziś jestem jednym z was
Zbiegiem który nie ma nóg
Lekarzem bez szpitala
Kulawym biegaczem
Politykiem którego nie chce słuchać nikt
Bezbronnym dzieckiem na wojnie

Nie zwrócisz uwagi na to
W zabieganym świecie
Podążysz własną ścieżką

Jestem książką z pustymi stronami
Piórem bez atramentu
Oraz gitarą bez strun
Nożem bez ostrza
Pociągiem bez szyn
I mową bezmyślną

W zabieganym świecie
Podążysz własną ścieżką
I zostawisz wszystkich w tyle



czwartek, 9 stycznia 2014

Veiller. - serce




Każda chwila jest udręką
Kiedy patrzę w Twoje oczy
Wcześniej widziałem w nich gwiazdy
Dalekie i kojące
Teraz płoną i palą mnie
Ilekroć spojrzę w nie
Mimo że piękno zaklęte w nich
Jak w kawałku bursztynu
To palą wszystko oraz
ranią
serce

Każde słowo które słyszę
Cichą melodia szemrzącej wody
Wychodzące z Twych ust
Zjawiskowy wodospad doskonałości
Teraz kwasem obmywającym kości
Zmierzłe członki
lodowate
martwe

Piękny uśmiech
Czerwone usta
Rozciągnięte w piękny łuk uśmiechu
Teraz są pętlą wokół mojej szyi
A zęby gwoździami gwałcącymi ciało
Wbitymi aż na wylot
zamrożonych
kości


Uczucie które dawało tyle nadziei
Dające wolę do życia
Teraz ją odbiera
Bo dana jest komuś
Komu jest to
nie
potrzebne

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Veiller. - Modlitwa

Boże przedwieczny
Stwórco!
Kiedy wyjdę z łona matki
Bacz abym oddychał
Abym żadnej choroby śmiertelnej
Się nie lękał
Gdy małym będę
Aby pole rodziło plony
Bym nigdy głodu nie zaznał
Aby ojciec zawsze do domu
Z wojny wracał
By zwierz dziki nie rozszarpał mnie
Gdy będę dobytku pilnował nocą

Kiedy młodzieńcem będę
I wyruszę na wojnę
Strzeż mojego boku oraz pleców
Przed włócznią lub strzałą zdradliwą
Chroń mnie przed przyjaciółmi
Bo od nich cios najgorszy
Pilnuj by miecz się nie złamał
I tarcza nie pękła

A kiedy przyjdzie czas
Piękną niewiastę sprowadź
Do mojego łoża
Bym spłodził pierworodnego syna
I strzeż mojej rodziny Panie
By żadna krzywda jej się nie stała
Bron przed wzrokiem zawistnym
I tchnieniem zdrady

A kiedy wezwiesz mnie do siebie
Zachowaj ciało moje
Od kłów wilczych
Oraz dziobów kruczych
I nie racz złodziejowi
Skraść mojej monety z ust
Bo jak przepłynę samemu rzekę
Aby stanąć przed Twoim obliczem
Bez łodzi Charona?

czwartek, 26 grudnia 2013

Veiller. - nieSenna Zimowa Noc


Lubię samotność
Czy nie widać szczęścia w moich oczach każdego dnia?
Po dniu spędzonym samemu z książką czy komputerem
Po kolejnym
Zmarnowanym
Kładę się spać i patrzę na telefon
Godzina pierwsza
Nikt nie napisał
Jedynie parę wiadomości od starej miłości
Ożywia telefon
Równie martwy jak ja
Tak
Wtulam się w poduszkę
Szukam moje łzy
Nie ma ich od dawna
Suchy piach zalega na uczuciach
I w oczach
Bo późna pora
Przecież już trzecia
Czy myśli o mnie?
Czy choć raz pomyślała dzisiaj?
Pewnie nie
Żałosne życie moje
Co będzie jutro?
Znów się nie wyśpię
Już piąta
Wstaje słońce
Może bym gdzieś wyszedł dzisiaj
Ale z kim i gdzie?
Oraz po co
Popatrzeć na uśmiechniętych ludzi?
Albo pocieszyć że uśmiechnięte dziecko
Bez nóg
Siedzące na wózku
Ma gorzej?

Cholera
Już siódma
Pora wstawać i zaparzyć kawę
Może dzisiaj będzie lepiej

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Veiller. - Wspaniałość losu


Chodź do mnie
Na chwilę, na minutę
Na godzinę lub dzień
Na noc, całe życie
Chodź, po to abym mógł Ci to wszystko powiedzieć
Zaprosić na kawę, herbatę, na obiad
Romantyczną kolację i śniadanie w łóżku
Do teatru i na wyjście ze znajomymi
Wieczór przy kominku z grzanym winem
Opatuleni kocami, wtuleni w siebie
Zapraszam na pocałunek, na chwilę zapomnienia
W tańcu i w biegu w strugach deszczu
Nad morzem na dzikiej plaży
Chciałbym chwilę zapomnieć
I skupić się na wszystkim co mam
Skupić na Twoich błyszczących oczach
Na Twoich uśmiechniętych ustach
Zapomnieć o świecie a jednocześnie pamiętać
Bo dla mnie nim byś była
Chodź na chwilę
Nie zajmę Ci dużo czasu
Tylko jeden pocałunek
Ten najbardziej gorzki w życiu
Bo te usta, oczy, dłonie
Nie są moje.


Obserwatorzy